Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

Powrót do korzeni

74269372_409759939969209_1296475520845742080_n

POWRÓT DO KORZENI 🐳

Nagranie mojej pierwszej płyty było dla mnie niezwykłym przeżyciem i bardzo mocnym procesem.

Jako dziecko bardzo nie lubiłam swojego głosu. Pamiętam do dziś chłopaka z podstawówki, który się ze mnie wyśmiewał, że mówię przez nos, bo ciągle miałam katar. Jako dorosła już kobieta nigdy nie śpiewałam, bo wiedziałam, że nie potrafię. Natomiast zawsze jak byłam sama, uwielbiałam śpiewać przeboje, które leciały w radiu. Znałam je wszystkie na pamięć. Ale jak próbowałam śpiewać przy swoich już dzieciach, to zawsze widziałam przewracanie oczami i wrzask: momoooo, nie śpiewaj!

I pewnego dnia podczas medytacji, dostałam bardzo mocną informację, że mam kupić misy kryształowe i zacząć na nich grać.

Poszłam i kupiłam. A za jakiś czas misy oznajmiły mi lakonicznie, że mam zacząć śpiewać. Popukałam się w czoło, ale nieśmiało zaczęłam…

A potem pojawiły się w moim życiu Wieloryby ze swoim przekazem, że nasz dźwięk ma wielką moc. Ma moc uzdrawiania naszych wewnętrznych oceanów. Nasz dźwięk, nasza wibracja, ma moc uzdrawiania innych ludzi.

W lipcu tego roku dostałam informację od Gai, że nasz dźwięk uzdrawia nie tylko nas, ale też całą Planetę. Dlatego 15 lipca założyłam grupę Pieśń dla Matki Ziemi, w której codziennie śpiewamy dla niej pieśni.

Jak zaśpiewałam publicznie pierwszy raz, usłyszał mnie jakimś cudem Mareek Tomasz Tomczak X i zaproponował, żebyśmy nagrali razem płytę. Wydało mi się to szalone, ale podążyłam za tym, co się pojawiło, nie wiedząc co tak naprawdę mam zrobić.

Dosyć szybko pojawiła się informacja, że mam zaśpiewać mantrę, od której wszystko się zaczęło. Mantrę Ardas Bhaee.
Pojechałam więc posłusznie do Gdańska, by wspólnie z Markiem nagrać swoją pierwszą płytę.

Możecie sobie wyobrazić moje przerażenie, jak zobaczyłam te wszystkie głośniki, mikrofony, suwaki, monitory i zdałam sobie sprawę, że TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ, a ja przecież nie potrafię śpiewać i zaraz wszystko się wyda!

Marek zaraz usłyszy, że nic z tego nie będzie, że przyjechał tyle kilometrów na darmo, że tylko stracił czas i będzie miał do mnie całkiem słuszną pretensję.

Nasz mistrz ceremonii, Pan Tadeusz Hofman poprosił bym zaczęła śpiewać. Z mojego gardła wydobył się jakiś żałosny dźwięk. Zdruzgotana i zawstydzona spojrzałam na Marka, czekając na oburzenie, czy w najlepszym wypadku zaskoczenie tym, co właśnie zaprezentowałam.

Ale Marek powiedział wtedy do mnie tak: Aneczka, ty się w ogóle nie przejmuj. Przestań się oceniać, wyłącz umysł i zacznij po prostu śpiewać. Wejdź w serce i zacznij śpiewać…

Nigdy nie zapomnę tych słów. Nigdy nie zapomnę ulgi jaką wtedy poczułam i wdzięczności do Marka za to, co powiedział i za to, że mnie nie ocenił.

Z drżeniem w głosie i w sercu zaczęłam śpiewać. Najpierw po cichu, słabym, łamiącym się głosem próbowałam podążać za melodią, którą pamiętałam z naszej mantry. Ale nie starczało mi oddechu, nie jestem profesjonalistką. Nikt mnie nigdy nie uczył jak się śpiewa. Dlatego w pewnym momencie zamknęłam oczy i zaczęłam podążać ZA SOBĄ, za swoim rytmem, za swoim oddechem, robiąc przerwę tam, gdzie potrzebowałam ją zrobić. Zaczęłam siebie słuchać, zaczęłam słuchać swojego głosu.
Na początku strasznie się go wstydziłam, nie podobał mi się, odrzucałam go, chciało mi się płakać. Ale w miarę jak wchodziłam coraz głębiej w swoje serce, skupiałam się na tym, że robię to dla naszej Matki Ziemi, śpiewam przecież dla niej najpiękniej jak potrafię, z całego mojego serca, z całej mojej Duszy….

I dopiero jak skupiłam się na tym, usłyszałam wreszcie siebie. Usłyszałam swój głos i zaczął mi się coraz bardziej podobać, zaczęłam się nim zachwycać. Pomału zaczęłam się w nim zakochiwać. Śpiewałam i słuchałam siebie z zachwytem. Nie chciałam kończyć, nie chciałam przestawać. Mogłabym tak śpiewać bez przerwy. Wchodziłam w ten dźwięk coraz głębiej i głębiej, razem z dźwiękami gongu i Wielorybów, które tam słyszałam. Marek swoją grą stworzył dla mnie podkład muzyczny, o jakim chyba nawet mi się nie śniło. On wszedł razem ze mną do mojego serca, do mojego oceanu i pływał w nim razem ze mną i ze swoim gongiem.

Przyszło do mnie kiedyś, że mój głos ma niezwykłe właściwości. Ma moc transformowania, moc przypominania, przywracania pamięci o tym kim naprawdę jesteśmy.
Wtedy w to nie uwierzyłam, wydawało mi się, że znowu coś sobie wymyślam.

Ale dzisiaj, jak słucham tej swojej pierwszej płyty, wiem, że to prawda. Wiem, kiedy potrzebuję jej posłuchać…
Wtedy, kiedy coś mnie wytrąci z mojej przestrzeni, wtedy, kiedy jestem zagubiona lub rozstrojona. Wtedy, kiedy coś mnie bardzo mocno rozproszy. Włączam ją wtedy i jej dźwięk natychmiast sprawia, że WRACAM DO SIEBIE.

Zawsze wiedziałam, że to bardzo ważne, żeby odnaleźć Pieśń swojej Duszy. Ja ją odnalazłam.

Życzę każdemu, żeby odnalazł swoją pieśń. Ona swoim wołaniem sprawia, że zawsze znajdziemy drogę do Domu. Przypomnimy sobie skąd pochodzimy, gdzie są nasze korzenie.

Mareek, dziękuję Ci z całego serca za to, co dla mnie wtedy zrobiłeś. Uwierzyłeś we mnie, uwierzyłeś, że potrafię to zrobić, a ja uwierzyłam wtedy Tobie. Nigdy tego nie zapomnę 

Fragmentu mojej płyty można posłuchać tutaj:

A jeśli chcesz ją kupić i wesprzeć mnie w projekcie śpiewania dla Matki Ziemi, kliknij tu:

https://sklep.przelewy24.pl/zakup.php?z24_id_sprzedawcy=67641&z24_kwota=3500&z24_currency=pln&z24_nazwa=Powrot+do+korzeni+%28plyta%29&z24_language=pl&k24_kraj=PL&z24_crc=d433b8a2

458813b9b3b88d27a907350e043c2bb8-james-darcy.jpg

Dzisiaj moje ciało bardzo mocno pokazuje mi tęsknotę za Twoją Obecnością, za zwykłym i niezwykłym jednocześnie przytuleniem.

Przytuleniem, w którym nie będzie naszych obaw, lęków i oczekiwań.

Przytuleniem pełnym obecności, ciepła naszych ciał, pełnym milczenia i odpuszczenia.

Przytuleniem, w którym oboje oddychamy spokojnie, odczuwając siebie nawzajem.

Przytuleniem, w którym otworzymy nasze serca i nie będziemy się bali tego, że coś zaboli.

Przytuleniem, w którym pozwolimy sobie być sobą, bez masek, bez udawania kogoś, kim nie jesteśmy.

Przytuleniem pełnym miłości płynącej z otwartych serc.

Przytuleniem, które nie skończy się próbą zawłaszczenia sobie Ciebie na własność.

Przytuleniem, w którym Ty nie będziesz próbował zawłaszczyć sobie mnie na własność.

Przytuleniem, które pokaże nam jak bardzo w tej przestrzeni jesteśmy połączeni, a jednocześnie jak bardzo jesteśmy wolni.

Przytuleniem, w którym będę mogła rozluźnić moje ciało napięte do granic wytrzymałości, próbujące pokazać sobie i innym, że daję radę sama…

Przytuleniem, w którym będę mogła pokazać Tobie jak miękką i delikatną jestem kobietą.

Przytuleniem, w którym Ty będziesz mógł pokazać jak wrażliwym i pełnym czułości jesteś mężczyzną.

Przytuleniem, które nie kończy się zbliżeniem seksualnym i nie jest wstępem krótszym lub dłuższym do tego, żebyś się ze mną przespał.

Przytuleniem, które jest tym, czym w istocie jest… pełną obecności bliskością z drugim człowiekiem.

Obecnością, która wspiera, karmi i napełnia Ciebie i mnie.

Za tym tęsknię, tego bardzo potrzebuję…. A na razie liczę gwiazdy i czekam 😉

 

Jeśli czytając ten tekst uśmiechasz się pod nosem myśląc: no maleńka, już ja bym cię przytulił tak, że byś głośno krzyczała… to znaczy, że nie jesteś mężczyzną, tylko chłopcem i nie widzisz tak naprawdę żadnej kobiety.

Jeśli czytając ten tekst, czujesz tęsknotę za tym samym, a nawet pozwoliłeś sobie poczuć wzruszenie, to jesteś świadomym mężczyzną, który widzi świadomą kobietę.

Jeżeli jesteś mężczyzną, który potrafi tak przytulić kobietę… to Twoja kobieta ma w domu SKARB.

Kobieto, jeśli masz taki skarb w domu – DOCEŃ GO ❤

Przyjaźń damsko-męska

hqdefault.jpg

PRZYJAŹŃ DAMSKO- MĘSKA 💃🕺

Tak sobie myślę, że w tym naszym świecie, wszystko jest postawione na głowie. Miłość też. Czy raczej to, co wydaje nam się, że miłością jest….

Mylimy miłość z początkowym zauroczeniem i pożądaniem. Widzimy kogoś wtedy, gdy pociąga nas jego fizyczność, gdy czujemy do niego pociąg seksualny. I nazywamy ten stan zakochaniem, podczas gdy to energia seksualna bierze nas w posiadanie i nakłada nam na oczy i umysł różowe okulary, w których widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Udajemy, że wszystko jest cudownie, bo przez pewien czas jest. Jest tak długo, jak silna była energia seksualna. Od stopnia jej natężenia zależy, jak długo pozostaniemy ślepi na wszystko to, co miłością nie jest…

Na próby manipulacji, na wykorzystywanie, na szantaż emocjonalny, na brak uwagi i zainteresowania naszą osobą, na wiele innych rzeczy. Godzimy się na to, bo energia seksualna przesłania nam oczy.

Ale jak mgła opadnie, widzimy już prawdę i nie wierzymy własnym oczom. Zaprzeczamy temu co widzimy, zaprzeczamy swoim uczuciom i emocjom, bo nie chcemy stracić czegoś, co było takie piękne i tak intensywne. Nie chcemy znowu zostać sami, więc godzimy się żyć tak, jak ktoś nam zagra, zapominając o własnej melodii, która nam w Duszy gra. Zapominamy o sobie, bo tak bardzo pragniemy, by ktoś nas kochał i był z nami.

Taki stan może trwać bardzo długo…

Ale jak zobaczymy wreszcie SIEBIE i zdecydujemy się podążać za sobą, otwiera się przed nami możliwość spotkania drugiego człowieka w zupełnie innej przestrzeni.

W przestrzeni serca 

W tym miejscu miłość nie razi Cię jak piorunem. Miłość zaczyna Cię muskać jak delikatny, wiosenny wiatr. Tak subtelny, że początkowo nawet nie czujesz go na swoim ciele. Miłość, która tam rozkwita jest miękka, niewinna i delikatna. Nie wymusza, nie krzyczy, nie obraża się, nie robi scen.
Pojawia się niepostrzeżenie w miarę, jak poznajesz drugiego człowieka na zupełnie innym poziomie. Jak otwierasz się na niego i przed nim, bez wchodzenia w energię seksualną. Tworzy się wtedy przestrzeń na przyjaźń. Buduje się relacja, z której oboje czerpiecie wielką radość i siłę. Dajesz wsparcie, a za chwilę je otrzymujesz. Upadasz i podnosisz się, ale nikt nikogo nie wykorzystuje.
Jest między Wami tak wielka szczerość, że oboje stajecie się dla siebie transparentni. Widzicie wszystko, każdy swój ból, każdą ranę, każde słabe i czułe miejsce. Odkrywacie przed sobą te miejsca, bo wiecie, że ta druga osoba tego nie wykorzysta. Wiecie, że w tej przestrzeni wszystkie Wasze rany mogą zostać zobaczone, przytulone i uzdrowione. Bo jest między Wami uważność i obecność, która CZUJE I WIDZI.
Idziecie ramię w ramię, a każde spotkanie sprawia, że Wasza przestrzeń się poszerza. Dostajecie skrzydeł i możecie latać, a życie wydaje się jeszcze piękniejsze.

W takiej relacji rodzi się miłość bezwarunkowa. Miłość, która zrobi wszystko by Twój Przyjaciel był szczęśliwy. A on zrobi to samo dla Ciebie. W takiej relacji nikt nikogo nie zagarnia dla siebie, nie zamyka w więzieniu swoich oczekiwań i pomysłów na życie. W takiej relacji jest przestrzeń, lekkość i oddech. I jest zgoda na wszystko co się zadziewa.

Takiej relacji z Przyjacielem teraz doświadczam i jestem za nią bardzo wdzięczna 

Drzewo Życia

dęby

Cisza znowu do mnie powraca…

Wczoraj podczas transmisji na żywo, na mojej grupie Pieśń dla Matki Ziemi, pojawił się temat, który bardzo mnie zaintrygował.

Drzewo Życia…

Doszłam do takiego momentu, w którym uświadomiłam sobie, że stałam się jak drzewo. Mam mocne korzenie, silne połączenie z własnym ciałem i jeszcze silniejsze z Gają. Mogę czerpać z jej zasobów, mogę się dzięki niej oczyszczać, transformować, zasilać i karmić.
Mam też wielkie konary, które sięgają Nieba i jak antena wyłapują wszystkie subtelne sygnały z kosmosu. Dzięki temu nie muszę gromadzić wiedzy. Wystarczy, że się zatrzymam, zamknę oczy i wiem co robić. Odpowiedzi przychodzą zawsze. Prędzej czy później, ale wiem, że przyjdą.

Wczoraj obejrzałam wywiad z Markiem Taranem, w którym mówił, że kobieta jest właśnie takim drzewem życia. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że tylko kobiety mają w sobie taki dar. Wydaje mi się, że jako Istoty jesteśmy pełnią.
Tutaj na tej Ziemi przyjęliśmy formę męską lub kobiecą, niemniej jednak pozostajemy pełnią. Naszą rolą jest tę pełnię odnaleźć w sobie. Zobaczyć, że przynależymy zarówno do Nieba jak i do Ziemi. Odnaleźć to połączenie, tę równowagę w sobie. Zdać sobie sprawę, że jesteśmy:

czarnym i białym,
światłem i ciemnością,
kobietą i mężczyzną,
dobrem i złem,
zimą i latem,
matką i ojcem,
ptakiem i drzewem
Jesteśmy WSZYSTKIM.

A jak to odnajdziesz w sobie, to chcesz odnaleźć Istotę, która tak jak Ty, wszystko ma w sobie. I chcesz z nią doświadczać prostego życia, chcesz BYĆ.

I zdałam sobie sprawę, że jestem takim Drzewem Życia.
Jakim jestem drzewem, zapytałam siebie?

No wiecie, najlepiej byłoby być Brzozą, bo jest taka smukła i wiotka… Ale ja zdałam sobie sprawę, że jestem Dębem 😊

Usiadłam, żeby napisać ten tekst. Weszłam w swoje dokumenty, w foldery, których mam pełno. Otworzyłam jeden, ale wyszłam z niego, bo coś tam było nie tak. Weszłam w jakiś stary z kwietnia 2018 roku, zatytułowany Tiyoweh (cisza) i patrzcie co przeczytałam…

„Czuję się jak chorągiewka miotana wiatrem. Nie ma we mnie stabilności, jest totalne rozchwianie. Nie może tak być. Muszę się ugruntować. Ciągle płaczę, nic mi się nie chce, najchętniej bym spała. Straciłam poczucie, że to co robię ma jakiekolwiek znaczenie. Wszystko stało się bezcelowe.

Wzięłam do ręki moją ukochaną książkę Matki Klanowe. Akurat miałam do przeczytania rozdział o Kobiecie Słuchającej, o tej która jest Matką Tiyoweh – Ciszy. Postanowiłam pójść za jej mądrością i zanurzyć się we własnej ciszy, żeby odnaleźć sens.
Położyłam się i instynktownie wzięłam do ręki mój stary kamień, Labradoryt. Położyłam go sobie na sercu i nagle bardzo mocno poczułam jego bicie. Przypomniałam sobie, że on mówił mi kiedyś coś o biciu serca i o połączeniu z Gają. Wyszperałam przekaz od niego:

Jestem Lama – opiekun kamienia, kamienia który współgra z twoim sercem, kamieniem w którym bije też serce Matki Ziemi. Pracując z nim łączysz się z Gają i poprzez tę pracę wspierasz ją w rozwoju. Staraj się zawsze dopasować bicie swojego serca do bicia serca Matki Ziemi. Wchodząc z nią w synchronię wiele otrzymujesz. Jej rytm, jej tętno pomaga ci ustabilizować, zharmonizować własne życie. Docierasz do swoich korzeni, a to sprawia, że jesteś silniejsza, stajesz się jak dąb, który czerpiąc z głębokich pokładów Ziemi, czerpiąc z jej odżywczych soków, staje się drzewem pełnym siły i wewnętrznej mądrości. Łącząc się z Ziemią poprzez ten kamień wrastasz coraz mocniej energetycznymi korzeniami wgłąb Ziemi. One odżywiają twoją Duszę dając ci siłę i mądrość dębu. Dadzą ci też spokój i pewność, że wszystko co robisz ma swój cel i swoje znaczenie. Będziesz jak skała, która niezachwianie trwa w swoich postanowieniach. Nabierzesz mocy, stabilności i wytrwałości. Jestem tu by połączyć cię z twoją Duszą, z rdzeniem twojej Istoty. A zadziać się to może tylko przy pełnym miłości połączeniu z naturą, połączeniu z sercem Matki Ziemi.

STAJESZ SIĘ JAK DĄB… wtedy nie śniło mi się jeszcze, że moim wielkim przyjacielem zostanie Dąb Dobromir…
Energetyczne korzenie – wyobraziłam sobie, że zaczynają one wyrastać z moich stóp i łączą się z korzeniami Dobromira. Skoro on może się łączyć z innymi drzewami, to ze mną przecież też.. I w tym momencie poczułam bardzo silny przepływ energii, tak silny, że zaczęło mną telepać, jakbym się podłączyła do prądu, tyle że bezboleśnie… Wiedziałam, że powstało jeszcze silniejsze połączenie między nami.

Dają ci spokój i pewność, że wszystko co robisz ma swój cel i swoje znaczenie – powiedział do mnie wtedy…
Popłakałam się ze wzruszenia.”

Dzisiaj dostałam potwierdzenie, że to się zadziało. Zrobiłam to, o czym powiedział mi Labradoryt kilka ładnych lat temu. Wiem już czego szukam, wiem na co czekam… Na swojego Dobromira w ciele Mężczyzny.

W tym moim lesie był Dobromir, ale dopiero po długim czasie byłam w stanie podejść do Szeptunki, która stała obok. Mogłam ją zobaczyć, mogłam ją usłyszeć, dopiero wtedy, jak dotarłam do swojej Kobiety.

Trwają tak obok siebie. Każde z nich ma swoją przestrzeń, ale splatają się swoimi konarami, tam się spotykają… w Niebie, w lekkości, w powietrzu…
Tego nie widać, ale pod Ziemią na pewno ich korzenie są bardzo mocno splecione i połączone, cały czas wymieniają się sokami, zasilają siebie nawzajem…

Kończymy teraz 40 dniową pracę z Ogniem.

4 października zaczynamy 40 dni pracy z Żywiołem Powietrza, a na końcu zajmiemy się Ziemią 🌍

 

Pieśń dla Matki Ziemi

gaja

Pieśń dla Matki Ziemi – dzień drugi

Jeszcze jak mieszkałam w Izabelinie, przyszła do mnie taka informacja, że mam grać na bębnie, łączyć się z Gają i przekazywać ludziom przesłania od Niej. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo nie wierzyłam w to, że będzie do mnie mówić.

Więc Gaja znalazła inny sposób, żeby jednak do mnie dotrzeć. Poczułam bardzo mocno to wezwanie od Niej, jak przeczytałam, że Marta Kostrzewa organizuje wspólne śpiewanie mantr. Wiedziałam, że muszę tam być, bo Matka Ziemia mnie woła. Nie dyskutowałam już i poszłam. W ostatnim momencie poczułam, że mam zabrać ze sobą kryształową misę serca.
Usłyszałam tam mantrę, którą bardzo mocno poczułam. Nie chciała mnie zostawić w spokoju, ciągle ją śpiewałam. I wtedy pojawiła się bardzo wyraźna informacja:

Mam ją zaśpiewać dla ludzi na jednym ze swoich filmików. Mam ją śpiewać przez 40 dni z intencją oczyszczenia Matki Ziemi. Mamy się łączyć przez internet i śpiewać ją razem. Takie wspólne śpiewanie ma wielką moc. Widziałam to na kręgu. Widziałam jak swoim dźwiękiem oczyszczamy wielką przestrzeń.

Oczywiście umysł zbojkotował te informacje i udałam, że tego nie słyszę. Ale tym razem nie czekałam dwa lata. Po dwóch dniach wiedziałam już, że się nie wywinę.

TO MUSI BYĆ ZROBIONE.

Więc robię Kochani. Dla siebie, dla Nas, a przede wszystkim dla naszej Matki Ziemi.

Założyłam grupę, w której śpiewamy wspólnie.
https://www.facebook.com/groups/523156394891822/

Myślałam, że to będzie takie lekkie, radosne śpiewanie i koniec… 13 minut i każdy wraca do swoich zajęć.

Ale jest inaczej.
Gaja znalazła sposób, żebym jednak przekazywała ludziom przekazy od Niej.

Wczoraj śpiewaliśmy drugi dzień.

Miałam wizję, w której zobaczyłam Ją jako upodloną kobietę… tylko takie słowa mi przychodziły. Leżała porzucona gdzieś pod płotem, zaniedbana, zapomniana, jak wyrzucona na śmietnik…
Widziałam nas, śpiewających, jak pochylamy się nad Nią z miłością i z szacunkiem.
I wiecie co było w tym wszystkim najgorsze?

Te jej oczy, który patrzyły na nas Z NIEDOWIERZANIEM…

Czy naprawdę jest ktoś, kto przejmuje się Jej losem?
Czy naprawdę jest ktoś, kogo Ona obchodzi?
Czy naprawdę ktoś może traktować Ją z miłością i z szacunkiem?

Jeszcze teraz łzy mi lecą ciurkiem jak sobie to przypomnę.

Płakałam ja, płakały inne osoby, które czuły ten wielki smutek i ból w sercu.
Ktoś mi napisał: nie bierz na siebie bólu tego całego świata…

Nie biorę, ale pozwalam go sobie POCZUĆ. Wiem, że on mnie nie zabije. I wiem, że tylko czując i przepuszczając go przez swoje ciało mogę się od tego uwolnić.

Śpiewając mimo zaciskającego się gardła, fałszując, łkając przez łzy, oddychając głęboko, uwalniamy ten ból z Pola Ziemi. Transformujemy go swoim głosem, swoją wibracją. To jest nasz ból, nasz smutek, nasze upodlenie. Pracujemy z kobiecą energią, która jest bardzo poraniona. Pracujemy ze sobą i z przestrzenią wokół siebie.

Nie miałam pojęcia jak mocny to będzie proces dla każdego z nas.

A to dopiero drugi dzień…

Przez 40 dni łączymy się we wspólnym śpiewie, we wspólnej przestrzeni połączonych serc. Nasz dźwięk, nasza wibracja sprawia, że powracamy do swojej pierwotnej, czystej energii. Emanując coraz mocniej tą energią, pomagamy Matce Ziemi oczyścić jej krew, całą wodę na naszej Planecie.

Działamy z zupełnie innego poziomu, niż nasz umysł jest w stanie ogarnąć. Uaktywniamy bardzo mocno wodę w sobie, poruszamy nasze wewnętrzne oceany, docieramy do pokładów kobiecej, MIĘKKIEJ I DELIKATNEJ energii i tym emanujemy, tym promieniujemy, żeby zasilić Gaję. Ona potrzebuje teraz, tak jak my, powrotu do swojej pierwotnej wibracji.

Skupiamy się na tej intencji:

KRYSTALICZNIE CZYSTA WODA NA CAŁEJ PLANECIE.

Jeśli czujesz, że chcesz do nas dołączyć, zapraszam Cię z całego serca 
Zaczynamy o 21.00. Wpadnij do nas i zobacz jak to czujesz 
Matka Ziemia czeka na Ciebie 🌍🌊💧💧🌊

 

#pieśńdlaMatkiZiemi

Pieśń Duszy

om-tree-of-life-meditation-laura-iverson

PIEŚŃ DUSZY 🎼🎶🎵

Bo wiesz jak to jest, Dusza ma nieograniczone możliwości i nieskończoną ilość pomysłów i tylko przebiera nogami, żeby wprowadzić je w życie, bo one wszystkie są genialne…
Ale jest coś, co stoi jej na przeszkodzie. Tym czymś jest to, że przeważnie człowiek, nie jest w stanie usłyszeć jej głosu, bo zajety jest walką o przetrwanie w tym trudnym świecie. Cały czas odgania się od niej jak od natrętnej muchy i powtarza zniecierpliwiony: nie teraz, to przecież niemożliwe, to się nigdy nie uda, jesteś szalona, daj spokój, są ważniejsze rzeczy do zrobienia….

A ona usycha pomału,
i zamyka się w sobie…

I coraz cichszy jest jej głos bo wie, że i tak jej nie posłuchasz, i tak jej nie zaufasz…
Nie jesteś w stanie uwierzyć, że ona przecież chce dla Ciebie jak najlepiej, chce żebyś był szczęśliwy, chce żebyś robił to, co kochasz, to do czego zostałeś stworzony, bo tylko wtedy poczujesz, że żyjesz naprawdę, a ona poczuje to razem z Tobą….

Ale żeby ją usłyszeć trzeba się na chwilę zatrzymać. Trzeba posłuchać co ma Ci do powiedzenia. Trzeba zaufać jej mądrości….
Jeśli czujesz, że życie przecieka Ci przez palce, jeśli czujesz, że czegoś szukasz i ciągle nie możesz tego znaleźć, być może warto spróbować zrobić coś inaczej niż do tej pory?
Skoro to się nie sprawdza, czemu uparcie odtwarzasz tę samą płytę?
Może czas posłuchać Pieśni Duszy?

Kurcze, ten post miał wyglądać inaczej…
Te słowa popłynęły prosto od Niej…

Moja Dusza ma wiele talentów, ale jej sztandarową misją jest wyszukiwanie talentów innych Dusz i wydobywanie ich na powierzchnię jak najcenniejszych skarbów…
To jest coś, co kocha najbardziej. To ona oczywiście wymyśliła kolejny sposób na to, jak można robić to częściej 😊

Natura aż prosi teraz, żeby korzystać z jej darów, dlatego powstał pomysł sesji w lesie, w czasie której pomogę Ci skontaktować się z Twoją Duszą. Razem odkryjemy z jaką misją przyszedłeś na ten świat, czym Twoja Dusza chce się dzielić, do czego została stworzona, jaką chce śpiewać pieśń…

Czas trwania sesji: ok. 3 godz.
Inwestycja: 350 zł

#pieśńduszy, #misjaduszy

p1270357

Praca z ciałem to spacer po polu minowym. Nigdy nie wiesz, kiedy wejdziesz na minę, która roztrzaska Cię na milion kawałków, tylko po to, byś mógł urodzić się na nowo, byś mógł odczuwać więcej i mocniej…

Wiecie, że pojawił się w mojej przestrzeni radosny pomysł spotkań połączonych z przytulaniem. Wczoraj odbył się pierwszy krąg tego typu. Stworzony spontanicznie, trochę bez namysłu, dzień po moich pierwszych warsztatach, więc z lekka lekkomyślnie.

Ale do głowy mi nie przyszło, co się może zadziać…

Spotkanie robiłyśmy z Izabell Gryko. Z racji warsztatów nie miałam jak się zająć promocją tego wydarzenia, więc wydawało mi się, że nikt nie przyjdzie. Ale z Izą ustaliłyśmy, że najwyżej my się spotkamy, a dziewczynki się pobawią. Ale w dniu wydarzenia okazało się, że przyjedzie do nas
3 Mężczyzn. Zaskoczyło mnie to, ale przyjęłam z wdzięcznością i zaciekawieniem. I nagle pytanie Mileny: ale mamo, czemu oni przyjeżdżają? Bo co, bo jest Święto 3 Króli?

Spojrzałyśmy z Izą po sobie…. Przyjadą do nas 3 Królowie…
To już wiedziałyśmy, że będzie grubo. W tej przestrzeni i z nami, chyba inaczej już być nie może. Spotkanie było zaplanowane na 17.00 i miało trwać 3 godziny… Skończyło się po 10 godzinach, o 3 nad ranem.

Nie da się opisać słowami tego co się dzieje, jak ludzie świadomie otwierają się na przepływ swojej energii. W życiu bym nie pomyślała, że tak prosta i pierwotna czynność, jaką jest przytulenie drugiego człowieka, odpali tak silne procesy.

Nie będę opisywać tego co się zadziało, bo musi to zostać w naszym kręgu. Mogę tylko napisać o tym, co jestem w stanie ogarnąć umysłem. Wiem, że prawie wszystko jednak zadziało się poza nim i pozostanie dla niego zakrytą tajemnicą. Jedynie moja uważność na to jak się czuję i co się dzieje teraz z moim ciałem, jest w stanie pokazać mi ogrom pracy, którą wykonaliśmy.

W moim odczuciu przybyły do mnie moje 3 męskie aspekty: Umysł, Serce i Dusza.

Każdy z nich pokazał mi coś innego. Każdy poruszył inne obszary. Każdy z nich był niezbędny, bo dopiero wszystkie razem tworzą nierozerwalną całość.

Umysł, którego rolą jest zadawać pytania, wątpić, czasami prześmiewać, żartować, flirtować. Umysł, który nie czuje, bo on ma analizować, zbierać informacje, przetwarzać i wyciągać wnioski. Dzięki niemu mogę dokonywać wyborów. Mogę zobaczyć czego nie chcę już kreować i na jakie doświadczenia chcę się otworzyć. Umysł silny i potężny, który trzyma mnie mocno, wtedy kiedy wiem, że nie mogę się rozpaść i muszę działać. Pokazał mi moją wewnętrzną siłę, moje oparcie, które sama sobie wytworzyłam. Mogłam się w tym bezpiecznie poczuć. Mogłam wreszcie odpocząć.

Serce – otwarte, wdzięczne, neutralne, obejmujące i ciepłe. Serce, które przytula wszystko i dziękuje za wszystko. Serce bijące, tętniące, radosne, skore do zabawy. Serce uśmiechnięte, o pięknych niebieskich oczach i jasnym spojrzeniu, w którym można się zatracić. Serce pełne miłości.

Dusza, do której poszłam na końcu.
W zasadzie pożegnać się…
Bez słów powiedziała tak: to teraz poczuj… zamknij oczy i poczuj, to co przepływa przeze mnie i to co przepływa przez ciebie. Zamknęłam posłusznie oczy i odczuwałam całym ciałem. Strumień energii zaczął przepływać przez całe moje ciało, najpierw delikatnie, potem coraz mocniej. Stałam tak i odczuwałam całą sobą, a łzy płynęły mi po twarzy. Otworzyłam oczy i spytałam Duszy: jak to? To mam się teraz rozpaść na tysiąc kawałków? Wszystko drżało i wiedziałam już, że nie dam rady powstrzymać roztrzaskania się. Musiałam pozwolić umrzeć kolejnej części zaskorupiałej mnie, po to by pozwolić sobie czuć jeszcze mocniej.

Energia życiowa, która przepływała przeze mnie dotarła do starej rany i poruszyła ją. Pokazała gdzie jest i znów bez słów powiedziała: już możesz, już możesz to puścić i uwolnić. To jest Ten Czas.
Dusza widząc co się dzieje położyła mi rękę na sercu i ustabilizowała energię. Wzmocniła oparcie, tak bym miała siłę przez to przejść.

I po raz kolejny przez to przeszłam, używając swoich sposobów: ruchu, oddechu, dźwięku. Przeszłam w asyście Izy i w obecności Trzech Króli. Pozwoliłam sobie rozpaść się na tysiące kawałków, po to by energia, która mnie wypełnia od środka, większy miała kontakt z tym, co na zewnątrz.

I tak sobie myślę, że podążanie za Duszą jest wielkim wyzwaniem. To jak jazda na rollercoasterze, jazda bez trzymanki w dodatku. Ona chce doświadczać i zrobi wszystko, żebyś czuł jeszcze więcej, jeszcze mocniej. I dochodzisz do takiego momentu, że czujesz się kompletnie nagi i bezbronny. I stajesz tak naprzeciw świata i wiesz, że jesteś wystawiony na wszystkie możliwe ciosy. Bo czujesz wszystko, nie tylko to co w Tobie, ale także to, co w innych. I siłą rzeczy pozwalasz temu przepływać przez swoje ciało, bo nie ma już skorupy, która od tego świata by Cię odgradzała. Ale mimo, że nagi, czujesz w sobie wielką siłę. Tą siłą jest Twoja delikatność. Ona po prostu wie, że nic Cię już nie może zranić, bo z nikim nie walczysz. Nic Cię nie może zranić, bo nawet jeśli ktoś uderzy w Twój czuły punkt, to Ty będziesz wiedział, że to tylko kolejna rana, którą trzeba

ZOBACZYĆ, POCZUĆ I PRZYTULIĆ.

A jak to zrobisz, stajesz się jeszcze większą miłością, która może przytulić każdą ranę, każdy ból, każdy smutek i każde cierpienie. W Twoich czułych objęciach to wszystko może zostać przemienione i przetransformowane.

I tak się zastanawiam teraz, czemu piszę to w męskiej formie i od razu mam odpowiedź…
Wczoraj uzdrowiłaś swojego wewnętrznego Mężczyznę. Pokazał ci się w trzech odsłonach i każdą z nich przytuliłaś, każdą ukochałaś i zaakceptowałaś, właśnie taką, jaka jest.

Moja wdzięczność za to, co się wydarzyło nie ma granic. Nie potrafię jej wyrazić słowami. Próbowałam, ale one i tak nie oddają całej reszty, która zadziała się na innych poziomach.

I tak sobie myślę, że muszę jakoś inaczej zorganizować te spotkania z przytulaniem, bo tego procesu nie da się kontrolować. Czas przestaje istnieć i dzieje się to, co ma się zadziać i nikt nie wie jak wielką będzie to miało moc. Nie może to być w środku tygodnia na pewno. Najchętniej położyłabym się na 3 dni do łóżka, żeby ciało nadążyło za energią, która w nim teraz pulsuje. Czuję się tak, jakbym wszystkie nerwy miała na wierzchu. Taki czas inkubacji byłby dla mnie zbawieniem.

Tego jest za dużo, nawet dla mnie…

Chmurka tagów