Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

bezsilność

Poczułam dzisiaj jakiś taki brak energii i bezsilność. Stanęłam przy Dobromirze i poskarżyłam mu się, że jakoś opadłam z sił.
POZWÓL TEMU WPŁYNĄĆ DO TWOJEJ PRZESTRZENI. ZOBACZ CZYM TO JEST ?
Znowu proste słowa, jak to u Dobromira i znowu, po raz kolejny olśnienie. Pozwoliłam bezsilności wpłynąć w moją przestrzeń. Przestałam napinać ciało, żeby jej uniknąć, żeby jej nie czuć. W związku z tym przepływając przeze mnie nie zrobiła mi żadnej szkody. Nagle okazało się, że ona wcale nie jest zła… po prostu jest.
Zdałam sobie sprawę z tego, że mam tendencję do klasyfikowania moich emocji, odczuć, czy samopoczucia na złe lub dobre. Pożądane lub niemile widziane. Oczywiście bezsilność zaliczyłam od razu do odczuć, które są BARDZO niemile widziane. Jak to ? Ja mam być bezsilna ? Znowu mam TO czuć ? Niedoczekanie !
Ale jak się tak zatrzymałam nad tym pytaniem: czym to jest, zdałam sobie sprawę, że to zwykłe zmęczenie spowodowane stresem, bo do dzisiaj musiałam uzbierać sporą kwotę na wynajem domu i ZUS. I to musiałam ją uzbierać w krótkim czasie, bo życie robiło mi różne psikusy, żeby nie było za łatwo. W związku z tym w kółko liczyłam w prawo i w lewo, ile obrazów muszę namalować i czy aby na pewno mi starczy. No i udało się, dałam radę zarobić kompletnie sama na wszystko i jestem z siebie cholernie dumna 😀
W związku z tym postanowiłam przyznać sobie dzisiaj nagrodę. Pójdę do mojego ukochanego miejsca, które nazywam rajem – do Sante 🙂 Podaruję sobie i swojemu ciału odrobinę luksusu. Sama świadomość tego, sprawiła że przestałam się czuć bezsilna… odzyskałam MOC.
A Dobromirowi jestem wdzięczna za to, że w tak prosty sposób stawia mnie do pionu.

Reklamy

galaktyka1

To była moja pierwsza Pełnia w Lesie. Godzinę wcześniej były chmury i myślałam, że nic z tego nie wyjdzie, ale jak wyszłam do lasu, Księżyc świecił pięknie jak latarnia. Było cicho i bardzo magicznie. Doszłam do Dobromira i podziękowałam mu za poranne słowo-klucz na 2018 rok. Tym słowem jest SPEŁNIENIE.
Przytuliłam się do niego i poprosiłam by został moim świadkiem, by był moim wsparciem i moją siłą. Oparłam się o niego plecami, a twarz zwróciłam w kierunku Księżyca. Wyciągnęłam ręce i połączyłam się z energią mojego opiekuna płynącą z najwyższych, dostępnych i bezpiecznych poziomów energetycznych. W momencie, w którym poczułam, że mam połączenie, zaczęłam wypowiadać swoje intencje spełnienia na ten Nowy Rok:
Prosiłam o spełnienie w relacji, w której oboje dajemy sobie miłość, wolność, radość, bliskość i ciepło.
Prosiłam o spełnienie w kontaktach z moimi dziećmi, o to, żeby było między nami coraz więcej harmonii.
O spełnienie w moim życiu zawodowym, żebym wyszła do świata z moimi misami kryształowymi.
Prosiłam o spełnienie w kontaktach z moimi przyjaciółmi, by nasze relacje wzbogacały nas podczas każdej rozmowy czy spotkania.
O spełnienie w odzyskiwaniu niezależności finansowej, tak by obfitość na zawsze zagościła w moim życiu, bym dzięki temu mogła z większą lekkością służyć innym.
Na koniec poprosiłam o spełnienie w docieraniu do wewnętrznej mądrości, w odkrywaniu nowych, fascynujących ścieżek mojego życia i w docieraniu do mojej własnej Pełni.
Te wszystkie słowa, wypowiedziane z mocą spłynęły w moje ręce, połączone z energią Księżyca. Przyłożyłam je na koniec do serca i pozwoliłam by ta cała energia wpłynęła w moje ciało. Serce wyraźnie się ożywiło, przyjęło to, co miało przyjąć i wiem, że jego pole będzie teraz działało dla mnie. A potem trzy razy zawyłam do Księżyca. Dźwięk jaki się ze mnie wydobył i jaki popłynął, samą mnie zadziwił. Może dlatego, że Las wzmocnił jego siłę. Miałam wrażenie, że dotarł prosto tam, gdzie miał dotrzeć. Wszechświat usłyszał na pewno moje wołanie.
I może się komuś wydawać, że jestem stuknięta skoro łażę w nocy po lesie i wyję do księżyca, ale zdałam sobie sprawę, że jest w tym moim działaniu wielka moc, jak się tak „logicznie” zastanowić. Po pierwsze wiem bardzo dokładnie czego chcę, a to już połowa sukcesu. Po drugie napisałam to i wypowiedziałam z wielką mocą, przekonaniem i uczuciem. Moje myśli działają w tym momencie jak wiązka lasera skierowana w konkretny punkt. Działam więc na poziomie świadomym. Rytuał pójścia do lasu, wzięcia sobie świadka w postaci Dobromira, wycie do Księżyca, to taki ukłon w stronę mojej podświadomości, która uwielbia wszystko co magiczne i tajemnicze. Więc skoro w tym uczestniczyła, ona także zamiast mnie sabotować będzie mnie wspierać w urzeczywistnianiu moich marzeń i wizji.
I tak naprawdę wiem, że to się JUŻ DOKONAŁO. Tak jak powiedział mi kiedyś Anioł Intencji: wyłapuję w twoją przestrzeń ludzi z podobną do ciebie wibracją, ludzi, którzy tylko czekają na to by ci pomóc, by urzeczywistnić twoją intencję…
To już jest, do mnie należy tylko ROBIĆ SWOJE.

26195242_1528760387177419_1806944192_o

Byłam dzisiaj jak zwykle, na spacerze w moim lesie. Mam tak, że zawsze chodziłam sobie stałą trasą. Robiłam tylko niewielkie modyfikacje. Oczywiście widziałam to, zdawałam sobie z tego sprawę, uśmiechałam się do siebie i pozwalałam sobie na to, żeby chodzić ciągle tymi samymi ścieżkami. Byłam dla siebie życzliwa, bo być może musiałam poznać charakterystyczne drzewa i miejsca, żeby później orientować się w lesie po ciemku. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa. Ale dzisiaj było inaczej. Doszłam do Dorbomira, przywitałam się z nim, bo nie wyobrażam sobie dnia bez spotkania z moim przyjacielem dębem. Przytuliłam się do niego i podziękowałam mu za mądrość, którą mi przekazuje.
TO TWOJA MĄDROŚĆ, JA JĄ Z CIEBIE TYLKO WYDOBYWAM – powiedział…
Podziękowałam mu więc za to, że tak cudnie ją wydobywa i postanowiłam pójść w przeciwnym kierunku niż zwykle, do lasu po drugiej stronie drogi. Poszłam i zachwyciłam się. Pogoda dzisiaj przepiękna. Błękitne niebo, szron skrzypiący pod nogami, słońce, które zafundowało mi niezwykłą grę światła i cieni, słońce, które mnie prowadziło. I tak się uśmiechnęłam do siebie na symbolikę tego co się zadziało.
Mam takie marzenie na ten nadchodzący rok. Chcę urzeczywistnić wizję, którą pokazał mi Metatron, wtedy gdy spytałam go, czy mam kupić misy kryształowe. Nic wtedy nie powiedział, po prostu pokazał mi obraz: mnie grającą na misach, w tle na dużym ekranie płynące leniwie moje obrazy i ludzie zasłuchani w dźwięki, zapatrzeni w kolory jawiące się przed ich oczami.. To jest coś z czym chcę wyjść do świata. To jest coś, czym chcę się dzielić, bo wiem, że to jest wartościowe. To coś, co omija umysł i trafia prosto w serce, trochę tak, jak Natura. To coś, co pozwoli poczuć tęsknotę za odnalezieniem w sobie tego piękna, które jest w każdym z nas. To coś, co będzie pracowało jeszcze długo potem w każdym, kto tego doświadczy.
Otwieram się na szeroki świat, otwieram się na podróżowanie z moimi misami tam, gdzie pojawią się ludzie, chcący tego dotknąć, usłyszeć i poczuć.
I tak jak z moimi spacerami… nie zmienię nic w moim życiu, jeśli będę chodziła cały czas utartą ścieżką. Nic się nie wydarzy, jeśli będę wykonywała te same czynności, za każdym razem tak samo. Nic się nie zmieni, jeśli nie zejdę z utartej ścieżki i nie odnajdę własnej, unikalnej drogi. Trzeba do tego odwagi, trzeba samozaparcia, by przełamywać swoje lęki i ograniczenia, ale warto, bo przekraczamy wtedy samych siebie i nagle dowiadujemy się, że daliśmy radę. Radość jest wtedy ogromna.
Pamiętam swoje przerażenie po tym, jak te misy znalazły się u mnie w domu. Zadawałam sobie pytanie: ty głupia, po co żeś je kupiła ? Przecież nigdy nie odważysz się wyjść z nimi do ludzi ! Nigdy nie odważysz się na nich zagrać, nie mówiąc już o śpiewaniu ! Przecież nie masz o tym pojęcia ! Znowu wydałaś pieniądze bez sensu. Znowu będzie jak ze wszystkim co robiłaś do tej pory, słomiany zapał…
I pamiętam słowa mojego męża wtedy: wiesz co, zanim zaczniesz grać na stadionach, po prostu graj na nich w domu, dla siebie…
Minęły słynne dwa lata, od momentu kiedy je mam… I po tych dwóch latach jestem gotowa, żeby zagrać na stadionach 🙂
Życzę sobie i nam wszystkim, odwagi do tego, by urzeczywistniać swoje marzenia. Życzę wytrwałości i samozaparcia w odnajdywaniu własnej, niepowtarzalnej drogi i niezwykłej radości w podążaniu nią. Niech ten Nowy Rok będzie rokiem, w którym odnajdziesz siebie i zakochasz się w tym, co w sobie odkryłeś.

uważność

Taki mam teraz czas, że jestem dużo sama ze sobą. Kiedyś mi tego brakowało. Ten czas, który miałam dla siebie zawsze szybko się kończył, za szybko. Teraz ten czas się rozciągnął. Mam go dla siebie bardzo dużo. Jest w moim lesie jeszcze jedno drzewo, które mnie przyciągnęło. To okazała sosna z dwoma potężnymi konarami. Przedstawiła się jako Lumina i powiedziała, że ma w sobie kobiecą mądrość. Dzisiaj przeszłam obok niej i po raz pierwszy poczułam, że chce ze mną porozmawiać. Wróciłam do niej, przytuliłam się i spytałam:
Co zrobić, żeby nie czekać, nie tęsknić ?
Przecież wiesz… Zanurzaj się coraz głębiej w siebie. To jest teraz dla ciebie najważniejsze. Ten czas zatrzymania, obserwowania siebie, akceptacji tego co się pojawia i tego, co się nie pojawia jest teraz darem dla ciebie. Zajmuj się tym, co najbardziej kochasz. Masz tego tak dużo: maluj, graj, śpiewaj, pisz, czytaj, masuj, spaceruj, rozmawiaj z przyjaciółmi, tańcz, otul siebie uważnością. Stań się dla siebie najcenniejszym towarzystwem, ciesz się swoją Obecnością. Podaruj ją sobie. Bądź na siebie uważna.

Niezwykłe jest dla mnie to, jak różnią się przekazy, które dostaję od Aniołów, od mądrości którą przesyła mi Las. Mam to szczęście, że gadam z jednymi i drugimi. Chociaż nie zawsze tak było. To nie był dar, z którym się urodziłam. Zawsze to powtarzam, że każdy może się tego nauczyć, jeśli ma w sobie odrobinę wytrwałości i samozaparcia.
Fascynuje mnie jak różny jest mój odbiór tych energii. Anioły przemawiają bardziej do naszej świadomości. Wykorzystują umysł, dzięki któremu dociera do nas jaką informację chcą nam przekazać.
Natura działa w zupełnie inny sposób. Ona omija umysł i trafia prosto do serca, prosto w odczucia. Byłam tego świadkiem już wielokrotnie. Dobromir powie na przykład jedno proste zdanie, banalne, oczywiste… ale ono jest jak taka porcja energii, która zmierza prosto do miejsca, do którego miała być dostarczona i tam następuje jej rozpakowanie. A rozpakowanie skutkuje natychmiastową zmianą energii w ciele. Odczuwam to bardzo mocno fizycznie. Tekst, który pisałam ostatnio o uwolnieniu, to nie były tylko puste słowa, które sobie powtarzałam i natychmiast o nich zapomniałam. One naprawdę COŚ zrobiły w moim ciele. I zrobiły to trwale. Jak już wszystko co miałam uwolnić wypłynęło ze mnie, poczułam natychmiast lekkość w ciele. Zniknęło napięcie, zniknęła niepewność o to, co będzie. Pojawiła się naprawdę przestrzeń wokół mnie. I ta przestrzeń mogła zostać wypełniona nowym, odżywczym, radosnym doświadczeniem, mimo tego co się stało… Tamtego już nie było. Było za to dwoje ludzi cieszących się tak prosto i naturalnie swoją bliskością i byciem razem.

I o ile prawdą jest, że wszystko mamy w sobie, to nie jest prawdą, że nikogo nie potrzebujemy do życia. Cudownie jest dzielić przestrzeń z kimś, kogo kochamy, cudownie jest czuć bliskość i ciepło drugiej osoby. Nic nam tego nie zastąpi. Sztuką jednak jest mieć w sobie spokój i zgodę na chwile w życiu, w których tego nie ma.
Z własnego doświadczenia wiem, że dopiero wtedy jak poczuję się naprawdę dobrze w jakimś miejscu, czy w jakiejś sytuacji, może zadziać się coś, co tę sytuację zmieni… I fajne jest to, że wcale już na to nie czekam, to się dzieje samo, bo jest mi dobrze tak, jak jest.

I taką mam teraz intencję do Życia. Odnaleźć w sobie równowagę między byciem razem i byciem samej. I cieszyć się każdym z tych stanów. Z każdego czerpać w stu procentach.
A wiem, że to się udaje wtedy, kiedy jesteśmy skupieni na chwili, która właśnie trwa.

dar

W tę wigilię dostałam od Przyjaciela prezent, jakiego nigdy bym się nie spodziewała…
ZDRADĘ.
Staliśmy akurat przy Dobromirze. Przytuliłam się do niego w rozpaczy i spytałam, co teraz ?
ODKRYJ W TYM DAR – powiedział Dobromir.
Poczułam, że świat znowu osuwa się spod moich nóg. Niedowierzanie, smutek, ból, rozpacz, wzbierająca w ciele wściekłość. Wrzasnęłam ile miałam sił w płucach. Nie zatrzymałam tego w ciele. Szliśmy dalej, kopałam ze złością nic nie winne szyszki. Ukucnęłam na Ziemi. Czemu to wszystko ? Czemu tak ? Czy to jakiś żart ? Czy ktoś naprawdę ma ze mnie taką zabawę ? Grzebałam ręką w Ziemi prosząc o odpowiedź, prosząc o siłę.
W końcu wstałam i wywrzeszczałam:
NIE JESTEM TAKA SILNA, SŁYSZYCIE ?!!!
NIE JESTEM I NIE CHCĘ BYĆ !!!
NIE MAM JUŻ SIŁY BYĆ SILNA !!!
…………….
JESTEŚ – usłyszałam w odpowiedzi…

Jaki dar ? Jaki kurwa dar ?

Te słowa nie dawały mi spokoju. Sprawiły, że na nowo zaczęłam sobie zadawać pytania: Co jest dla mnie naprawdę ważne ? Czego chcę ? Na co jestem gotowa się otworzyć ? W zasadzie odpowiedzi pojawiały się te same, ale dałam swoim pragnieniom i wyobrażeniom o życiu, o relacji, dużo więcej przestrzeni. Zobaczyłam, że może tam być więcej miejsca… na wszystko co przyjdzie.
Nocą poszłam znowu do Dobromira.
Czym jest ten Dar ?
UWOLNIENIEM OD WSZYSTKIEGO CO WIĄŻE…
Zaczęłam sobie powtarzać te słowa, zaczęłam nimi oddychać, zaczęłam je czuć w swoim ciele. I nagle wszystko stało się takie proste. Popłynęło UWOLNIENIE.
Zaczęłam mówić:
Uwalniam się od potrzeby posiadania kogokolwiek na własność.
Nikt nie jest moją własnością, tak jak ja nie należę do nikogo.
Jestem wolnym Duchem, który teraz mieszka w tym ciele. To ciało należy tylko do mnie i do mojego Ducha.
Nawet moje dzieci nie są moją własnością. Chwilowo się nimi opiekuję i robię to najlepiej jak na dany moment potrafię.
Uwalniam się od potrzeby mieszkania z kimkolwiek. Mam swoją przestrzeń i świetnie się w niej czuję sama. Robię co chcę, zachowuję się jak chcę, wyglądam jak chcę, ubieram się jak chcę.
Uwalniam się od potrzeby wiecznego przerabiania czegoś. Jestem doskonała taka jaka jestem już teraz, ze wszystkimi moimi niedoskonałościami, wadami, fochami czy złymi humorami.
Uwalniam się od strachu przed popełnianiem błędów. Nie ma błędów, są tylko doświadczenia, z których moja Dusza czerpie życiową mądrość. To dzięki moim błędom jest we mnie tyle mądrości, bo najlepiej uczymy się na tak zwanych błędach. Najlepiej uczymy się po prostu DOŚWIADCZAJĄC.
Uwalniam się od strachu przed podejmowaniem złych decyzji. Nie ma złej decyzji, jeśli podejmuję ją w zgodzie ze sobą. Nawet zła decyzja jest tylko kolejnym doświadczeniem, które czegoś nas przecież uczy, coś nam pokazuje.
Uwalniam się od przywiązania do mojej przestrzeni, którą stworzyłam. Będzie ze mną tak długo, jak ma być. Jak przyjdzie czas na inną przestrzeń, to też się na to otworzę. Tak naprawdę miejsce nie jest ważne. To JA, sobą, tworzę swoją Świętą Przestrzeń. Ja uświęcam sobą przestrzeń, w której JESTEM…
Jakie to uwalniające…
Tym samym otwieram się na wszystko co przynosi mi życie. Wszystkiemu mówię TAK. Rozkładam szeroko ramiona i otwieram się na przepływ. Pozwalam, by życie przeze mnie przepływało ze wszystkim co ma dla mnie w zanadrzu.
I chyba magia lasu zadziałała. Magia świąt zadziałała, bo jeszcze rano czułam, że jestem na skraju depresji i załamania nerwowego. Czułam, że łatwiej byłoby umrzeć… teraz mogę oddychać. Poczułam wokół siebie piękną, wielką Przestrzeń i jest mi w niej dobrze… całkiem samej. Moja Święta Przestrzeń – JA ❤

 

bańka

Mam w swoim magicznym lesie przyjaciela. To dąb Dobromir. Chodzę do niego codziennie, żeby się przywitać i zapytać jaką mądrość ma dla mnie ?
Dzisiaj powiedział mi tak: Doceń dar, który się pojawił, pozwól mu wpłynąć w swoją przestrzeń… a potem nie było słów, ale jakby obrazy, które były dopełnieniem wiadomości od niego.
Obraz pokazywał jak to jest, jak spotka się dwoje ludzi, którzy są dla siebie ważni. Bardziej chodziło o przekaz w sensie energii, co się wtedy dzieje i jak to wygląda na tym niewidocznym poziomie. Pokazał mi się bardzo mocno temat wolności w relacji. Czyli jakby ciąg dalszy mojej lekcji, którą zaczęłam z Michałem. Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko, a tymczasem teraz odkrywają się przede mną nowe niuanse. Zobaczyłam, że jak dwoje ludzi spędza czas razem, a każdy z nich ma swoją przestrzeń, to w pewnym sensie, podczas tego bycia razem z dwóch przestrzeni, z dwóch jakby baniek, robi się jedna. Oni robią to świadomie i jest im dobrze w takiej wspólnej, powiększonej przestrzeni. Ale przychodzi czas rozstania, na przykład do swoich obowiązków, do pracy, wyjazd, cokolwiek. Co się wtedy dzieje ? Bańki się rozdzielają i każdy zostaje znowu w swojej przestrzeni.

Czym jest prawdziwa wolność ? Tym, żeby pozwolić drugiej bańce odpłynąć i nie zakłócać jej swoimi oczekiwaniami, swoimi myślami o tym, że ten który odpłynął w zasadzie powinien być ze mną, że mi go brakuje, że powinien zadzwonić, napisać coś chociaż… Takie czekanie jest tak naprawdę energetycznym wkładaniem pazurka w nie swoją przestrzeń. Jest takim szarpaniem, które ta druga osoba na jakimś poziomie zawsze odbiera. Może sobie tego do końca nie uświadamia, ale odbiera i w związku z tym, że ktoś rozdrapuje jego przestrzeń, zaczyna się spinać. Pojawia się opór by się odezwać, czy coś napisać. Nie wiemy dlaczego, ale coś nas przed tym powstrzymuje. Tym czymś jest właśnie niewypowiedziana potrzeba drugiej osoby, która gdzieś tam czeka, aż wpłyniemy znowu w jej przestrzeń. Zaobserwowałam to już wcześniej, bardziej na poziomie odczuć, ale dzisiaj pięknie dopełniło mi się to obrazem.

Co w takim razie zrobić, żeby dać prawdziwą wolność w relacji ? W momencie, gdy druga osoba, ta najbardziej ukochana znika z twojej przestrzeni, ty wracasz do swojej i robisz swoje 🙂 To nie znaczy, że nie możemy myśleć o kimś kogo kochamy. Chodzi o to, by myśleć o niej ciepło, z miłością, ale bez oczekiwań, że ma zrobić coś co ty chcesz. Za każdym razem jak pojawi się w tobie napięcie spowodowane oczekiwaniem na coś, odetchnij głęboko, wraz z oddechem uwolnij to napięcie i wróć do własnej, pięknej przestrzeni. Masz tam co robić i tym się zajmij 🙂
Taka mądrość od Dobromira na dziś, w związku z tym co się wydarza…

 

matka

Las działa na mnie magicznie. Wydobywa mądrość, dzieli się ze mną swoim spokojem i siłą. Dzisiaj przyszło kolejne olśnienie. Pisałam Wam, że Michał był Miłością, a ja Świadomością.
Miłość bez świadomości jest ślepa, Świadomość bez miłości jest zimna. On sprawił, że poczułam czym jest miłość, dotknęłam jej ciepła, ogrzałam się nią, pozwoliłam się otulić… Michał wydobył ze mnie kobietę. Pokazał, że mogę być delikatna, słaba, łagodna, wrażliwa i że w tym tkwi największa moja siła.
Jak umarł poczułam, że muszę znaleźć jakieś słowa, moje słowa, które sprawią że utrzymam się na powierzchni w tym najtrudniejszym momencie. Próbowałam słów, które kiedyś przeczytałam, ale to nie działało. Wiedziałam, że muszę znaleźć własne słowa, coś co wypłynie ze mnie…
I pojawiło się: JAM JEST ŚWIADOMĄ MIŁOŚCIĄ, KTÓRA WSZYSTKO OBEJMUJE I UZDRAWIA.
To poczułam i to dawało mi wewnętrzną siłę. Dzisiaj przyszło pogłębienie tych słów. Dzisiaj zrozumiałam jak mogę sprawić, żeby te słowa żyły we mnie, były mną.
Czuję, że teraz dla nas wszystkich jest bardzo ważny czas. Dużo się dzieje, mamy trudne doświadczenia, które zdają się nas przygniatać. Ale do dyspozycji mamy siły, które nas wspierają.

Każdego dnia możemy zacząć od nowa. Każdego dnia możemy wybrać inaczej. Możemy zdecydować, że wybaczamy sobie stare błędy, bo gdyby nie one, nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy. Nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy teraz. Błędy popełnia każdy. Dobrze jest pamiętać, że zawsze zachowujemy się NAJLEPIEJ jak potrafimy na dany moment.
A co jeśli popełniam ciągle te same błędy, nie chcę tego, ale nie potrafię inaczej ? Co jeśli ciągle wrzeszczę na dziecko ? Wiem, że nie powinnam, ale to się dzieje CIĄGLE. Co z tym zrobić ? Dzisiaj mnie olśniło. Dostałam tę informację już jakiś czas temu. Pewnie jakbym sprawdziła, okazałoby się że ze dwa lata temu. Jak dziecko krzyczy, przytul je do siebie. Co z tego, że o tym wiedziałam ? Nie byłam w stanie fizycznie tego wykonać. A dlaczego ? Bo nie kochałam jeszcze siebie. Bo przytulając krzyczące dziecko, musiałabym przytulić siebie. Musiałabym sobie wybaczyć, że krzyczę. Musiałabym zobaczyć i przyznać się do tego, że moje dziecko krzyczy, bo ja krzyczałam. Ja je tego nauczyłam. To przeze mnie ono krzyczy. Musiałabym wybaczyć sobie, musiałabym OBJĄĆ I UZDROWIĆ SIEBIE. I pokazało mi się, że następnym razem jak moje dziecko będzie do mnie krzyczało, zatrzymam się i powiem sobie: obejmuję i uzdrawiam siebie krzyczącą. A potem pokazał mi się obraz, że mam to zrobić fizycznie… mam podejść i przytulić to krzyczące dziecko, bo to tak jakbym przytulała za każdym razem siebie. DOPIERO TO będzie pełnym uzdrowieniem, dopiero to sprawi że do końca sobie wybaczę. Czy to zadziała ? Nie wiem… pozostaje mi poczekać na krzyczące dziecko 😉

 

Wiem jedno, poczucie winy jest bardzo destrukcyjną energią. Trzyma nas jak w potrzasku i sprawia, że kręcimy się w kółko powtarzając wciąż ten sam schemat. Wyjście jest jedno: WYBACZYĆ SOBIE, wybaczać za każdym razem i wciąż od nowa. Aż w końcu nadejdzie dzień, w którym nie będziemy już musieli nic sobie wybaczać. Staniemy sie Świadomą Miłością.

 

Chmurka tagów