Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

p1270357

Praca z ciałem to spacer po polu minowym. Nigdy nie wiesz, kiedy wejdziesz na minę, która roztrzaska Cię na milion kawałków, tylko po to, byś mógł urodzić się na nowo, byś mógł odczuwać więcej i mocniej…

Wiecie, że pojawił się w mojej przestrzeni radosny pomysł spotkań połączonych z przytulaniem. Wczoraj odbył się pierwszy krąg tego typu. Stworzony spontanicznie, trochę bez namysłu, dzień po moich pierwszych warsztatach, więc z lekka lekkomyślnie.

Ale do głowy mi nie przyszło, co się może zadziać…

Spotkanie robiłyśmy z Izabell Gryko. Z racji warsztatów nie miałam jak się zająć promocją tego wydarzenia, więc wydawało mi się, że nikt nie przyjdzie. Ale z Izą ustaliłyśmy, że najwyżej my się spotkamy, a dziewczynki się pobawią. Ale w dniu wydarzenia okazało się, że przyjedzie do nas
3 Mężczyzn. Zaskoczyło mnie to, ale przyjęłam z wdzięcznością i zaciekawieniem. I nagle pytanie Mileny: ale mamo, czemu oni przyjeżdżają? Bo co, bo jest Święto 3 Króli?

Spojrzałyśmy z Izą po sobie…. Przyjadą do nas 3 Królowie…
To już wiedziałyśmy, że będzie grubo. W tej przestrzeni i z nami, chyba inaczej już być nie może. Spotkanie było zaplanowane na 17.00 i miało trwać 3 godziny… Skończyło się po 10 godzinach, o 3 nad ranem.

Nie da się opisać słowami tego co się dzieje, jak ludzie świadomie otwierają się na przepływ swojej energii. W życiu bym nie pomyślała, że tak prosta i pierwotna czynność, jaką jest przytulenie drugiego człowieka, odpali tak silne procesy.

Nie będę opisywać tego co się zadziało, bo musi to zostać w naszym kręgu. Mogę tylko napisać o tym, co jestem w stanie ogarnąć umysłem. Wiem, że prawie wszystko jednak zadziało się poza nim i pozostanie dla niego zakrytą tajemnicą. Jedynie moja uważność na to jak się czuję i co się dzieje teraz z moim ciałem, jest w stanie pokazać mi ogrom pracy, którą wykonaliśmy.

W moim odczuciu przybyły do mnie moje 3 męskie aspekty: Umysł, Serce i Dusza.

Każdy z nich pokazał mi coś innego. Każdy poruszył inne obszary. Każdy z nich był niezbędny, bo dopiero wszystkie razem tworzą nierozerwalną całość.

Umysł, którego rolą jest zadawać pytania, wątpić, czasami prześmiewać, żartować, flirtować. Umysł, który nie czuje, bo on ma analizować, zbierać informacje, przetwarzać i wyciągać wnioski. Dzięki niemu mogę dokonywać wyborów. Mogę zobaczyć czego nie chcę już kreować i na jakie doświadczenia chcę się otworzyć. Umysł silny i potężny, który trzyma mnie mocno, wtedy kiedy wiem, że nie mogę się rozpaść i muszę działać. Pokazał mi moją wewnętrzną siłę, moje oparcie, które sama sobie wytworzyłam. Mogłam się w tym bezpiecznie poczuć. Mogłam wreszcie odpocząć.

Serce – otwarte, wdzięczne, neutralne, obejmujące i ciepłe. Serce, które przytula wszystko i dziękuje za wszystko. Serce bijące, tętniące, radosne, skore do zabawy. Serce uśmiechnięte, o pięknych niebieskich oczach i jasnym spojrzeniu, w którym można się zatracić. Serce pełne miłości.

Dusza, do której poszłam na końcu.
W zasadzie pożegnać się…
Bez słów powiedziała tak: to teraz poczuj… zamknij oczy i poczuj, to co przepływa przeze mnie i to co przepływa przez ciebie. Zamknęłam posłusznie oczy i odczuwałam całym ciałem. Strumień energii zaczął przepływać przez całe moje ciało, najpierw delikatnie, potem coraz mocniej. Stałam tak i odczuwałam całą sobą, a łzy płynęły mi po twarzy. Otworzyłam oczy i spytałam Duszy: jak to? To mam się teraz rozpaść na tysiąc kawałków? Wszystko drżało i wiedziałam już, że nie dam rady powstrzymać roztrzaskania się. Musiałam pozwolić umrzeć kolejnej części zaskorupiałej mnie, po to by pozwolić sobie czuć jeszcze mocniej.

Energia życiowa, która przepływała przeze mnie dotarła do starej rany i poruszyła ją. Pokazała gdzie jest i znów bez słów powiedziała: już możesz, już możesz to puścić i uwolnić. To jest Ten Czas.
Dusza widząc co się dzieje położyła mi rękę na sercu i ustabilizowała energię. Wzmocniła oparcie, tak bym miała siłę przez to przejść.

I po raz kolejny przez to przeszłam, używając swoich sposobów: ruchu, oddechu, dźwięku. Przeszłam w asyście Izy i w obecności Trzech Króli. Pozwoliłam sobie rozpaść się na tysiące kawałków, po to by energia, która mnie wypełnia od środka, większy miała kontakt z tym, co na zewnątrz.

I tak sobie myślę, że podążanie za Duszą jest wielkim wyzwaniem. To jak jazda na rollercoasterze, jazda bez trzymanki w dodatku. Ona chce doświadczać i zrobi wszystko, żebyś czuł jeszcze więcej, jeszcze mocniej. I dochodzisz do takiego momentu, że czujesz się kompletnie nagi i bezbronny. I stajesz tak naprzeciw świata i wiesz, że jesteś wystawiony na wszystkie możliwe ciosy. Bo czujesz wszystko, nie tylko to co w Tobie, ale także to, co w innych. I siłą rzeczy pozwalasz temu przepływać przez swoje ciało, bo nie ma już skorupy, która od tego świata by Cię odgradzała. Ale mimo, że nagi, czujesz w sobie wielką siłę. Tą siłą jest Twoja delikatność. Ona po prostu wie, że nic Cię już nie może zranić, bo z nikim nie walczysz. Nic Cię nie może zranić, bo nawet jeśli ktoś uderzy w Twój czuły punkt, to Ty będziesz wiedział, że to tylko kolejna rana, którą trzeba

ZOBACZYĆ, POCZUĆ I PRZYTULIĆ.

A jak to zrobisz, stajesz się jeszcze większą miłością, która może przytulić każdą ranę, każdy ból, każdy smutek i każde cierpienie. W Twoich czułych objęciach to wszystko może zostać przemienione i przetransformowane.

I tak się zastanawiam teraz, czemu piszę to w męskiej formie i od razu mam odpowiedź…
Wczoraj uzdrowiłaś swojego wewnętrznego Mężczyznę. Pokazał ci się w trzech odsłonach i każdą z nich przytuliłaś, każdą ukochałaś i zaakceptowałaś, właśnie taką, jaka jest.

Moja wdzięczność za to, co się wydarzyło nie ma granic. Nie potrafię jej wyrazić słowami. Próbowałam, ale one i tak nie oddają całej reszty, która zadziała się na innych poziomach.

I tak sobie myślę, że muszę jakoś inaczej zorganizować te spotkania z przytulaniem, bo tego procesu nie da się kontrolować. Czas przestaje istnieć i dzieje się to, co ma się zadziać i nikt nie wie jak wielką będzie to miało moc. Nie może to być w środku tygodnia na pewno. Najchętniej położyłabym się na 3 dni do łóżka, żeby ciało nadążyło za energią, która w nim teraz pulsuje. Czuję się tak, jakbym wszystkie nerwy miała na wierzchu. Taki czas inkubacji byłby dla mnie zbawieniem.

Tego jest za dużo, nawet dla mnie…

Reklamy

konsekwencja

Słowo klucz – KONSEKWENCJA

Dzisiaj postanowiłam wziąć na warsztat kolejne słowo klucz, które podrzuciła nam na grupie Kasia Butryn – mianowicie KONSEKWENCJA.

Powiało nudą? 
No wiem, ale zachęcam do przeczytania. Może odnajdziesz w tym siebie 

Kim jest człowiek konsekwentny?

Nie miałam problemu z odpowiedziami. Dla mnie to człowiek, który przede wszystkim wie czego chce. Człowiek sukcesu, ten który idzie prosto do celu i nie zbacza z drogi. Nie ma wątpliwości i nie rozprasza swojej energii na głupoty. To co powie i to co postanowi, ma moc. Trzyma się tego i jest stabilny w swoich decyzjach. Tym samym jest bardzo skuteczny, szybko dociera do celu i osiąga bardzo dobre wyniki w tym co robi.

W czym możemy być konsekwentni?

Tak naprawdę we wszystkim: w wychowywaniu dzieci, w chodzeniu na spacery, w dbaniu o naszą przestrzeń, w ćwiczeniach, w organizacji pracy, w rozwoju osobistym, w dążeniu do celu, w rozwijaniu swojego biznesu, w zasilaniu siebie w swoją energią.

I teraz pytanie podchwytliwe:

Dlaczego Kobiety Mocy nie są konsekwentne…
Dlaczego Ja nie jestem konsekwentna?
W czym tak naprawdę nie jestem konsekwentna?

Wiem od razu w czym nie jestem. Z Nieba i z Ziemi przychodzą do mnie ponaglenia, żebym CODZIENNIE (czyli konsekwentnie) pracowała ze swoją intuicją. Mam na to bardzo łatwy sposób. Dobijają się do mnie Anioły, dobijają się zwierzęta, drzewa, kamienie… jedyne co mam zrobić, to codziennie usiąść i pogadać z jednym z nich. I zapisać to do swojej książki, która miała powstać. Trąbią mi o tym odkąd pamiętam. Już parę ładnych lat. A ja konsekwentnie się od tego wymiguję 
WIEM, że to cholernie ważne, bo tak jak kulturysta ćwiczy mięśnie, tak ja powinnam ćwiczyć moją wrażliwość i umiejętność odbierania informacji od Istot widzialnych i niewidzialnych, które nie mówią naszym językiem.

Dlaczego więc tego nie robię konsekwentnie i systematycznie?

Bo boję się sukcesu, bo moja moc będzie rosła zastraszająco każdego dnia i nie będzie już można wejść rolę ofiary (!). Nie będzie dramatu, będzie sukces, którego nie da się schować pod dywan. Bo jestem leniwa i wolę siedzieć na fejsbuku zamiast zrobić coś, co będzie coraz bardziej rozwijać moją intuicję. Bo nie lubię rutyny. Bo kojarzy mi się to z dyscypliną, czyli czymś, co mnie ogranicza. Bo wydaje mi się, że muszę się temu podporządkować, że to jest jakiś reżim, a ja jestem przecież wolną buntowniczką, więc nie zniżę się do poziomu bycia konsekwentną i nudną jednocześnie…

Tak mi się napisało, tak wypłynęło i aż japę rozdziawiłam ze zdziwienia, co ja sama sobie robię? Jakież to przekonanie zagnieździło się w mojej podświadomości, które tak pięknie samą mnie sabotowało?

Widzicie co my sobie robimy? Jakich forteli używamy, żeby tylko nie osiągnąć sukcesu i nie pokazać na co nas stać?
Tak naprawdę konsekwencja, podobnie jak działanie i wychodzenie do świata, na zewnątrz, jest męską energią. Czyli tak naprawdę, gdzieś głęboko zakopane miałam cały czas poczucie, że moja męska energia chce mnie sobie podporządkować. Chce mnie znowu zamknąć, uwięzić, ograniczyć. I tu jest pies pogrzebany. To jest pokłosie jakichś tam poprzednich wcieleń, kiedy mężczyźni w moim życiu coś takiego ze mną robili. Wiem to, bo parę razy to zobaczyłam. Ale patrzcie, tego już NIE MA, a podstępnie działa dalej, bo było nieuświadomione.
Dlatego tak kocham zadawać sobie pytania i pisząc, odpowiadać na nie. Wtedy jestem w przepływie i wtedy dostaję informacje, które rozświetlają różne moje ciemne zakamarki. Oświetlają je światłem świadomości i sprawiają, że samo zobaczenie tego, staje się samoistnym i błyskawicznym uzdrowieniem. Energia po prostu się zmienia, a ja mogę znowu ruszyć do przodu.

Zatem konkludując… hmmm, no przecież nie napiszę teraz, że od dzisiaj codziennie pogadam sobie z Aniołem, zwierzakiem, czy kamieniem… 

Ale taki mam zamiar  

moc

Słowa klucze – MOC

Jestem na takiej fajnej grupie: Świat za kurtyną – Kobieta Mocy kocha pieniądze. Prowadzi ją Kasia Butryn. Codziennie wrzuca filmiki, które są, jak dla mnie bardzo inspirujące. Był taki cykl kilku filmów o słowach kluczach. Wczoraj postanowiłam sobie do nich zajrzeć i uczciwie popracować z pytaniami, które Kasia zadawała. Doszłam do bardzo ciekawych jak dla mnie wniosków i pomyślałam, że się z Wami jak zwykle podzielę.

Słowem, które zainspirowało mnie do napisania tego tekstu, było słowo Moc. I tutaj zadziało się ciekawie.

Nie będę opisywać wszystkich pytań. Tylko te, które okazały się kluczowe.

No więc pierwsze pytanie: Co to jest Moc?
Odwaga do bycia sobą. Połączenie z Ziemią i Kosmosem i wyrażanie tego. Potęga, siła, zaniechanie potrzeby walki i udowadniania innym swoich racji. Skuteczność działania. Umiejętność manifestacji. Tworzenie rzeczywistości. Emanowanie taką energią, przy której inni ludzie dokonują skoków kwantowych w swojej świadomości. Przy której niejako samoistnie odpalają się różne procesy, a ty potrafisz je przetransformować na wyższy i lżejszy poziom.

W jakich warunkach i sytuacjach Moc staje się destrukcyjna?

W momencie dużego wzburzenia, wtedy kiedy zalewają mnie emocje. Wtedy ona staje się destrukcyjna dla mnie lub dla osób, które są blisko, a ja często nawet nie zdaję sobie z tego sprawy.
Wtedy, kiedy cierpię lub kiedy ktoś próbuje skrzywdzić mnie, lub kogoś bliskiego.
Wtedy, kiedy na scenę wkracza strach, wtedy moc obraca się przeciwko mnie i mogę na własnej skórze poczuć jej niszczącą potęgę. Wpadam do czarnego leja z gęstą smołą, który zaczyna mnie pochłaniać i trudno jest się z tego wygrzebać. Im bardziej się szarpię, tym mocniej grzęznę w smole.
Dlatego nie każdy ma dostęp do całej swojej Mocy, bo za tym idzie ogromna odpowiedzialność za siebie i za to, co robimy innym ludziom.

I teraz pytanie najważniejsze, które skłoniło mnie do zadania sobie kolejnych pytań, już „nadprogramowo”. Kasia spytała gdzie na skali od 1 – 10 jest twoja Moc?
Zobaczyłam, że gdzieś tak w połowie. Czyli wykorzystuję jakieś 50% swojej mocy – tak ogólnie. To mnie zastanowiło i to mi się nie spodobało, ale musiałam szczerze przed sobą przyznać, że tak właśnie jest, skoro cały czas tak naprawdę uczę się ogarniać materię, rachunki i staram się nie utonąć… Taka prawda niestety.
Więc dzisiaj w lesie, zaczęłam sobie zadawać kolejne pytania:

Dlaczego nie korzystam ze 100% swojej Mocy?
Co mnie blokuje?

Odpowiedzi nie przychodziły…

Zadałam zatem inne pytanie:
Kiedy czuję, że wykorzystuję 100% swojej Mocy?

Tu odpowiedź przyszła od razu: Wtedy, kiedy pracuję, czyli przy malowaniu, masowaniu, kiedy gram na misach, kiedy prowadzę warsztaty, czy jestem z osobą, dla której prowadzę sesję. Wtedy, kiedy rozkładam moje karty anielskie i zaczynam je odczytywać…

Czyli za każdym razem, kiedy jestem W PRZEPŁYWIE. Wtedy, kiedy otwieram się na połączenie z Ziemią i z Niebem. Wtedy, kiedy znikam ja – Ania, a pojawia się Manawa – moja Dusza i to ona przeze mnie przemawia. Kiedy nie kontroluję tego, co ze mnie wypływa, a po prostu pozwalam się temu przejawić. Kiedy mam zaufanie do tego, że jeśli coś ma być powiedziane, to właśnie mówię. Jeśli coś ma być namalowane, to maluję. Jeśli mam wydać z siebie jakiś dźwięk podczas masażu, po prostu go wydaję, bez oceniania, czy jest ładny czy brzydki. Taki ma być na ten moment i nie mnie to oceniać.

A zatem kiedy robię to, co kocham, używam 100% swojej Mocy.

Kiedy więc tracę swoją Moc?
Kiedy nie mam do niej dostępu?

Kiedy kontrolę przejmuje umysł, kiedy ulegnę lękom i strachom, które wypływają ze mnie i zaczynają mnie zalewać jak smoła…
Tak mi przyszło w pierwszym momencie i to jest prawda. Ale potem przyszło głębsze rozpoznanie, którego nie wzięłam wcześniej pod uwagę.

Jakiś czas temu podjęłam bardzo świadomą decyzję o tym, że chcę pracować z Polem Ziemi. Może inaczej, pracowałam z nim już od dłuższego czasu, ale w pewnym momencie, wreszcie doceniłam to, co robię, uszanowałam i poprosiłam Gaję, żeby w takim razie trochę mi pomogła, mnie jako człowiekowi, ogarnąć się z materią. Tym samym uznałam swoją rolę, przyjęłam tę pracę u Gai całkiem świadomie i z pełną odpowiedzialnością za to, co się będzie działo. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale świadomie wyraziłam intencję, że chcę wejść w to jeszcze mocniej. Gaja spytała mnie wtedy:
Czy naprawdę chcę czuć jeszcze więcej?
Czy dam radę?

Odpowiedziałam wtedy hardo, że tak, dam radę.

I tu chyba odnalazłam swój klucz jeśli idzie o słowo MOC.

Już wiem co robić w momencie, w którym zacznę wpadać do leja ze smołą. Przede wszystkim muszę pamiętać, że te strachy, które się pojawiają w dużej mierze nie należą do mnie. Ja po prostu CZUJĘ to, co pojawia się masowo w Polu Ziemi. Czuję to, co ludzie na potęgę uwalniają ze swoich ciał. To przeze mnie przepływa, bo taką mam rolę i na to się zgodziłam. Swoim ciałem, swoją mocą, swoją świadomością, mam to oczyszczać i transformować. Mam to wznosić na wyższy, lżejszy poziom.

A zrobić to mogę tylko wtedy, jeśli sama będę stabilna i spokojna.

Spokój, to będzie chyba takie moje prywatne słowo mocy, które sobie rozpracuję.
Jak niezwykłą moc ma w sobie Spokój, przekonałam się kilka razy. Ale jeden był wyjątkowy. W zagrożeniu życia, kiedy jadąc samochodem wpadliśmy w poślizg, ten spokój odpalił się we mnie natychmiast. Później zobaczyłam co się zadziało. Nastąpiło potężne połączenie z Niebem i z jądrem Ziemi, które ustabilizowało moją energię i sprawiło, że „siła rażenia” mojego spokoju była jak wybuch bomby atomowej. Tak to zobaczyłam w energiach. To stworzyło jakby fizyczną poduszkę powietrzną, która zatrzymała samochód w bezpiecznym miejscu i zgasiła silnik.

Zatem jedna „prosta” rzecz. Jeśli chcę mieć dostęp do 100% swojej Mocy, muszę zrobić wszystko by jak najczęściej być w przepływie i w połączeniu. A nade wszystko muszę pamiętać o tym, by w trudniejszych momentach, nie dać się pochwycić strachom i nie pozwolić umysłowi przejąć kontroli. Najważniejsze by pamiętać o tym, że mam pozwolić temu przepłynąć, podczas gdy ja, tak jak wtedy w samochodzie, mam zachować Spokój.

tęcza

Kochani, nastąpił jakiś kwantowy skok w mojej świadomości, świat przyspieszył jeszcze bardziej. Informacja, która się pojawiła, że obrazy, które maluję, to tak naprawdę my z przyszłości, zmieniła wszystko…

Nagle w lesie pojawił się impuls, wręcz przymus, że mam wydać drugi album ze swoimi obrazami.
Nie mam przecież na to pieniędzy… pomyślałam po ludzku.
Nie szkodzi, jest program WSPIERAM TO, więc skorzystaj z niego. Jeśli ma być, to będzie, jeśli nie to nie – przyszła natychmiast odpowiedź.

I jak to piszę wyskakuje mi komunikat na komputerze:
JESTEŚ CHRONIONY 
Napisałam więc projekt i wysłałam do akceptacji. Jakoś długo to trwało, zastanawiałam się czemu i nagle mnie olśniło! Przecież nie mogę zacząć w starym roku numerologicznym, który u mnie akurat wszystko kończył bo dla mnie cały poprzedni rok od września do września był 9. Nawet zamieszkałam na Końcowej… jaki ten świat jest niemożliwy.
Projekt musiał się zacząć właśnie dzisiaj, w nowym roku, który dla mnie jest 1. Jest to rok wszelkich początków, zmian na zupełnie nowe.

Tak więc poddaję się temu, co przypłynęło.
Pokazała mi się okładka i tytuł: TĘCZOWE ANIOŁY.
Poczułam, że to będzie niezwykle mocny i transformujący album dla tych, którzy chcą świadomie pracować z energiami.

Tak więc Kochani, jeśli poczujecie, że warto w jakikolwiek sposób wesprzeć ten projekt, będę bardzo wdzięczna za każde dobre słowo, każde udostępnienie, czy każdą złotówkę. Wierzę, że jeśli ten album ma być, to powstanie właśnie dzięki Wam, dzięki ziemskim Tęczowym Aniołom. Będą w nim obrazy Waszych Dusz i wieści od nich dla nas… 

Jeśli nie uzbieram potrzebnej kwoty, wszystkie pieniądze zostaną zwrócone Wspierającym, także nie ma strachu 

Link do projektu tutaj:

https://wspieram.to/obrazyduszy

domek

I stało się tak, że moje wizje się rozszalały…
Nie muszę już siadać na tyłku i wchodzić w medytację, żeby coś mi się pokazało. Jedna z tych wizji jest wyjątkowo uparta, chodzi za mną cały czas, nie pozwala o sobie zapomnieć i wręcz naciska mnie, żebym ją WYPOWIEDZIAŁA…
Wypowiadam zatem publicznie moje szalone marzenie:

Bardzo chętnie przytulę do opieki jakiś piękny, słoneczny domek z ogrodem w okolicach Izabelina 😀

Pomyślicie pewnie, że mi odbiło bo przecież mam już swoją anielską przestrzeń. Też mnie to zadziwiło, ale ta wizja nie odpuszcza. Zaczęłam się temu przyglądać i w pewnym momencie pojawiło się wytłumaczenie:
Tu, na Końcowej wszystko się skończyło, czas na Nowy Początek…
To cały czas chodzi o PRZEPŁYW, o nie przywiązywanie się do miejsc i rzeczy, a także o trening KREACJI.

Co jeszcze możesz wyczarować, żeby lepiej służyć innym?

I tak oto narodził się szalony pomysł, który cały czas widzę przed oczami. Widzę dom, w którym jest przede wszystkim duży ogród. Widzę małe ścieżki, zagubione wśród kwiatów i ziół ławeczki, które zachęcają, żeby na nich przysiąść i nasycić oczy pięknem jaki się wokół roztacza. Słyszę szum przepływającego obok strumyka i śpiew ptaków. Widzę piękny przestronny, kolorowy salon, w którym odbywają się spotkania Tęczowego Plemienia. Słyszę jak gram tam na misach kryształowych. Widzę jasną kuchnię z wyspą pośrodku. W tej kuchni razem z ludźmi, którzy do mnie przyjeżdżają wyczarowujemy zdrowe jedzenie. Widzę pokoje na górze, w których mogą nocować moi goście. Widzę, że to miejsce pełne uroku i magii zamienia się w taką Baśniową Przystań, którą każdy chce odwiedzić. Każdy chce choć przez chwilę poczuć się jak w bajce. Chce wyrwać się z szarej rzeczywistości, by w takim magicznym miejscu jego Dusza mogła się wreszcie wyrazić, mogła wypowiedzieć o czym sama marzy i by nasyciła się odwagą do tego, by zrobić ten pierwszy krok. Widzę te dzielne Dusze, które raz zarażone pasją życia, śmiało realizują swoje pragnienia, dzieląc się talentami, które u mnie odkryły w sobie. W ten sposób magia się rozprzestrzenia, a świat staje się kolorowym, przyjaznym, ciepłym i słonecznym miejscem do życia. Bo obfitość jest wszędzie wokół nas, trzeba tylko pozwolić sobie ją przyjąć.

Ta wizja mnie nie opuszcza więc karmię ją swoją uwagą, swoją energią. Dlatego postanowiłam w taki sposób pokazać Wszechświatowi, że mówię jej TAK  W ten sposób daję jej szansę, by mogła się zamanifestować.

I tak sobie myślę, że może jest gdzieś ktoś, kto ma taki dom i musi na przykład wyjechać za granicę? Albo może jest ktoś, kto chce coś takiego zbudować i szuka kogoś, kto nasyci to miejsce anielską energią?
A może jest jeszcze inny, magiczny sposób, który nie przyszedł mi do głowy, tak bardzo jest szalony i nieprawdopodobny? 
Otwieram się na wszystkie możliwości, bo wiem że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE 

wieloryb

Wszechświat nigdy nie przestanie mnie zadziwiać… Wiem, że powtarzam to często, ale tak właśnie jest. W ten nów 13 lipca zadziwił mnie tak, że mam wrażenie iż śnię cały czas, a to wszystko nie dzieje się naprawdę.

Zaczęło się wczoraj. Przyjechała do mnie Ewa z Krakowa na masaż Manawa. Dojechała do nas Joasia, która dzisiaj miała sesję całodniową. Dziewczyny chciały się po prostu poznać. Wiedziałyśmy, że jak spotkamy się we trzy, coś mocnego się zadzieje. No i zadziało się. W pewnym momencie Ewa spytała: jedziemy razem na Maltę? Jadwiga Najra, moja kochana Szamanka, prowadzi tam warsztaty. Popatrzyłyśmy z Joasią na siebie i niewiele myśląc, powiedziałyśmy TAK, jedziemy 🙂 Napisałyśmy do Jadwigi, żeby nas zapisała. Późnym wieczorem otrzeźwiałyśmy trochę. Zaczęłyśmy czytać wszystko dokładnie, sprawdzać koszty i włączył się umysł: po co ci to? Nie masz pieniędzy, zwariowałaś?! Niczego już nie potrzebujesz…
Byłam gotowa zrezygnować. Rano Joasia wstała z propozycją, która dosłownie zwaliła mnie z nóg… Musiałam tylko podjąć decyzję…
Z wielką radością w sercu powiedziałam: DOBRZE, JADĘ 🙂 Jedziemy razem. Zadzwoniłyśmy do Jadwigi… jak zaczęła mówić, poczułam: tak, chcę tam być, do będzie dla mnie bardzo ważne…
Zamówiłyśmy bilety. A potem Joanna wyciągnęła swoje farby, koszulki i zaczęła malować. Asia maluje intuicyjnie piękne koszulki dla ludzi i dla siebie. Można je zobaczyć na jej stronie Motylarnia. Poczułam, że i ja chcę spróbować. Wybrałam sobie koszulkę, wzięłam do ręki talię kart z Boginiami i zapytałam jaką część siebie odnajdę na tej wyspie?

Wyciągnęłam Boginię o imieniu Sedna – Nieskończone źródło – Nie zabraknie ci niczego dziś, ani w przyszłości… z Wielorybem w tle…

Wiedziałam już co będę malować. Zaczęłam tworzyć, pierwszy raz w taki sposób. Boże, ileż miałam z tego radości, jak bardzo byłam wdzięczna Asi, za tę możliwość. Pieściłam tę koszulkę długo, bawiąc się procesem tworzenia. Nie chciało mi się kończyć… Byłam dumna ze swojego dzieła. Wiedziałam już po co jadę na Maltę. Połączyć się z Wielorybami i dokończyć to, co zaczęło się w Australii.

Ale okazało się, że najważniejsze dopiero przede mną…
Zaczęłyśmy masaż Manawa. Wiele rzeczy się uwalniało, mnóstwo pokazywało. W pewnym momencie Asia poczuła, że jest w wodzie, w jakiejś klatce. Wali ogonem, jest rybą. Im mocniej wali, tym większa staje się klatka. Widzi, że jest Wielorybem. W końcu klatka znika, a ona czuje, że jest na brzegu i pali ją ogień. Nie może oddychać i mówi przy tym: ale to nie ja… to nie ja… Ania, czy to ty? Spytałam swojego ciała… potwierdziło… Weszłam i ja w swój proces. To ja byłam tym Wielorybem, a Asia razem z innymi ludźmi pomagali mi przeżyć. Role się odwróciły… Teraz ja zaczęłam płakać i wydawać z siebie dziwne, wielorybie dźwięki, jakby płacz, ale nie do końca ludzki… A Asia słowami prowadziła mnie ku zaufaniu.
Przyjmij tę pomoc, zaufaj, że fale nadejdą. Bądź cierpliwa i ufaj, że się uda. Wraz z falami przyjdzie twoje uwolnienie. Zobacz, już są coraz bliżej. A teraz przyjmuj od ludzi tę wodę z wiadra. Przyjmuj i ufaj. Przyjmuj naszą pomoc… Co dajesz, powraca do ciebie… To co dajesz, powraca…
Przyjmuję, ufam, jestem wdzięczna ludziom za ich pomoc, za poświęcenie….
W końcu przychodzi upragniona fala, która zabiera mnie z powrotem do Oceanu. Szczęśliwa i wolna odpływam. Skaczę, pokazując ludziom zgromadzonym na brzegu, że żyję, że jestem wolna i tak bardzo im wdzięczna…
To wydarzenie sprawia, że z czasem postanawiam przyjąć postać człowieka, by dźwiękiem uzdrawiać innych ludzi i tę piękną planetę.

Wieloryby powiedziały mi kiedyś:
Nie rozumiesz ? Wracasz do KORZENI. Jesteś jedną z nas. Twoja gwiazda jest w Oceanie. To są twoje wewnętrzne oceany. To twoja muzyka i twój śpiew. Masz to w sobie połączyć. Masz przywoływać tę energię dla ludzi, by działała na nich tak, jak nasza energia działała na ciebie w Australii. Masz nieść spokój, wzruszenie i wyciszenie. Masz otwierać ludzkie serca na to, by czuli Naturę.
A kilka dni wcześniej Ewa przysłała mi filmik, na którym ludzie ratują młodego Wieloryba. Pamiętam jaki wewnętrzny szloch wywołał on we mnie…
Wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce… Chociaż wiem, że najważniejsze jeszcze przede mną… Teraz dopiero zacznę wchodzić w to misterium, które się przede mną otworzyło…

I znowu pozostaję oniemiała… kto komu bardziej pomógł? Ja Asi, czy Asia mnie? Wszystko jest połączone i wszystko się przenika. Tak to działa jak spotykają się Dusze, które znają swoją ścieżkę i mają odwagę by nią podążać. Magia dzieje się na każdym kroku.
Co nie zmienia faktu, że pozostaję oszołomiona… i głęboko wdzięczna za wszystko co się zadziało dzięki tym pięknym Duszom.
I jak tu nie kochać takiej „pracy”?  

radość

Wydarzenia ostatnich dni pokazały mi jak ciasny mam umysł, mimo tego, że sporo z nim pracuję. Jak trudno jest mi pewne rzeczy dopuścić do świadomości. Jak bardzo tym samym zamykam się na obfitość, która mogłaby do mnie płynąć, a nie płynie bo najzwyczajniej w świecie nie wierzę, że mogłoby mnie to spotkać.

Postanowiłam to zmienić bawiąc się w pewną grę…

Zastanawiałam się jak to się stało, że coś co było niemożliwe, stało się możliwe jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Mówię o moim wyjeździe na Maltę. Co się tak naprawdę stało?

I wymyśliłam, że wszystko zadziało się w momencie, w którym radośnie stwierdziłyśmy wszystkie trzy, że jedziemy. Wybuch radości był tak ogromny, pragnienie tak mocne, że intencja pomknęła do Wszechświata, a on ma wielkie poczucie humoru…
Dlatego zadziało się tak, jak się zadziało. Późniejsze moje wątpliwości nie były już w stanie zatrzymać pędzącej lawiny.

Dlatego wpadł mi do głowy pewien pomysł.
Nazwałam to: Co by było gdyby?
Szłam sobie dzisiaj po lesie i mówiłam na przykład:

Co by było gdyby pewien właściciel salonu samochodowego zakochał się w tym co robię i powiedział do mnie tak:
Pani Aniu, pani tak pięknie gra na misach, pani musi jeździć bezpiecznym samochodem. Proszę, tu są kluczyki i karta na paliwo. Proszę nim jeździć po Polsce i zarażać innych swoją pasją, proszę dla nich śpiewać, proszę ich uzdrawiać swoim głosem. Pani jest do tego stworzona, taki talent nie może się marnować.
Takie to było szalone, że śmiałam się w głos jak to sobie mówiłam. Im bardziej szalone, tym bardziej mnie bawiło 😀

Drzewa były moimi świadkami. A drzewa jak wiadomo to najlepsze nadajniki do wysyłania intencji w kosmos.

A co by było gdyby pewien bardzo znany projektant wnętrz zachwycił się moimi obrazami i powiedział do mnie tak:
Pani Aniu, pani maluje takie niezwykłe obrazy. Będę potrzebował ich do swoich projektów. Ale wie pani, ja mam bardzo bogatych klientów, oni nie kupią obrazu za 500 zł. Nawet się po niego nie schylą. To muszą być drogie obrazy i na większych formatach. Będę pani podawał kolorystykę, a pani będzie malowała energie, które będzie pani dla nich widziała w tych kolorach. Taki obraz musi kosztować przynajmniej 5-7 tys. Co pani na to?
No dobrze, zgadzam się 😀

A co by było gdyby pewnego dnia las odsłonił przede mną wszystkie swoje tajemnice. Gdybym nagle zaczęła widzieć oczami wróżki, elfy, strażników tych miejsc i wszystkie energie jakie tam krążą? Co by było gdyby drzewa same mi pokazywały swoje właściwości i swoje uzdrawiające moce?

A co by było gdyby pewien właściciel sali kinowej zechciał mi zorganizować koncert na misach. Na wielkim ekranie płynęłyby leniwie moje obrazy. Sala wypełniona byłaby po brzegi. Kolorowe światła zapalałyby się adekwatnie do misy, na której właśnie bym grała. Mój głos wzmocniony nagłośnieniem płynąłby delikatnie między ludźmi uzdrawiając zranione miejsca, rozpuszczając wszystkie blokady.
Kryształ, kolor, dźwięk – wszystkie zmysły byłyby poruszone. Ludzie wychodziliby radośni, szczęśliwi, odmienieni…

Co by było gdyby…. 

Chmurka tagów