Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

pióro

NIE MUSISZ tkwić w relacji, która Cię niszczy.
NIE MUSISZ wybierać ludzi, którzy są surowymi nauczycielami.
NIE MUSISZ wiecznie przerabiać swoich cieni.

POZWÓL SOBIE doświadczać w radości i lekkości.
POZWÓL SOBIE otaczać się ludźmi, którzy dodają Ci skrzydeł.
POZWÓL SOBIE spotykać na swojej drodze ziemskie Anioły.

ZOBACZ, że tak jest łatwiej, radośniej, bardziej naturalnie… Oni nie są Twoimi nauczycielami, to Twoi Przyjaciele, dzięki którym wzrastasz każdego dnia.

To nieprawda, że najlepiej uczymy się poprzez cierpienie. Kiedyś tak było, ale to jest stary świat, stara energia, stare programy. Naprawdę nie musisz już się na to godzić z racji tego, że się rozwijasz. Nie musisz pozwalać na to, by ktoś wiecznie Cię kopał i wpychał do dołu, z którego nie masz siły już wyjść. Nie pozwól sobie wmówić, że skoro Ci się to przydarza, to znaczy że jeszcze masz coś do przerobienia.

NIEPRAWDA

Dużo szybciej, dużo łatwiej, dużo przyjemniej uczymy się wtedy, kiedy ktoś widzi nasze światło i na tym się skupia. Dużo prościej jest, jeśli ten ktoś potrafi spojrzeć na Ciebie z prawdziwą miłością. Nawet nie z akceptacją, bo akceptacja zakłada, że coś trzeba tolerować i zmienić… z miłością… tak po prostu. Wtedy cienie, które masz w sobie widzą, że są bezpieczne, że nie muszą się już ukrywać w ciemnej piwnicy, nie muszą się barykadować i zbroić. Mogą po prostu wypłynąć, bo wiedzą, że zostaną zauważone, przytulone, a tym samym uzdrowione.
Dlatego proszę Cię, POZWÓL SOBIE wyjść z koła cierpienia, w którym tkwisz.
POZWÓL SOBIE zobaczyć, że jesteś doskonałą Istotą już teraz.
POZWÓL SOBIE na otaczanie się ziemskimi Aniołami. Zrób dla nich przestrzeń, uwalniając się od osób, które próbują Cię kontrolować czy manipulować i widzą w Tobie samo zło. Nie jesteś złem, nie ma zła… jest tylko brak miłości.
Mam wokół siebie mnóstwo ziemskich Aniołów, ale dzisiaj chciałam podziękować dwóm niezwykłym Istotom.
Doro Roecker i Sebastian Czeremcha – dziękuję, że JESTEŚCIE i pokazujecie mi, że tak można, że mam prawo BYĆ SZCZĘŚLIWA 

Reklamy

P1250962

„Nie lubię rozmawiać o pieniądzach.
No ale one niestety są nam potrzebne”.

Takie zdanie dzisiaj przeczytałam i odruchowo odpisałam: czemu niestety? To przecież energia, a energia lubi być doceniana…

I dopiero jak to napisałam poczułam jakie to ważne, jak wielkie to ma znaczenie, żeby DOCENIAĆ. Pierwszy raz pokazało mi się to wtedy, jak sobie uświadomiłam, że mam wielkie wsparcie od Aniołów i od świata przyrody. To wsparcie jest bardzo konkretne. Nie dostaje od nich pieniędzy, ale dostaję ich energię w postaci obrazów, które sprzedaję za pieniądze przecież. W lesie dostaję mnóstwo pomysłów na to, co jeszcze mogłabym zrobić. Jak jeszcze mogłabym wykorzystać przestrzeń, w której żyję. Co mogę zrobić, by pojawili się wokół mnie ludzie, bo wraz z ludźmi pojawią się też pieniądze. I one wcale nie są celem samym w sobie.
Próbowałam sobie kiedyś poczuć jak by to było, jakbym miała na koncie jakąś pokaźną sumę, bardzo pokaźną. Patrzyłam i patrzyłam na to konto – i nic. Nie byłam w stanie nic poczuć. Ale jak przyszła mi myśl, że tak jak na gołych drzewach pojawiają się nagle liście, tak u mnie zaczną pojawiać się klienci… jak te świeże, zielone listki. Pojawią się tak nagle, nie wiadomo skąd, jak na moim Dobromirze. Jak wyjeżdżałam na majówkę to jeszcze miał gołe konary. Gdy wróciłam, cały był w listkach. Jak zobaczyłam te liście w swojej głowie, jak połączyłam je z ludźmi, którzy się pojawią, poczułam tak wielką radość w sercu, taki zachwyt, że aż sama się zadziwiłam. TO byłam w stanie poczuć i poczułam doskonale.
A dzisiaj chyba inaczej spojrzę na pieniądze. Czas chyba DOCENIĆ tę energię. Ona jest tak samo cenna jak energia Aniołów, czy Ziemi. Energia to energia. Lubi jak się ją docenia, lubi jak się ją zauważa, jak ma się świadomość jej istnienia.
Tak, doceniam pieniądze, które do mnie płyną. Szanuję fakt, że jak każda energia nie lubią zastojów, nie lubią stagnacji, nie lubią jak się je kisi. Lubią płynąć. Pojawiają się po to, by za chwilę popłynąć dalej. Najważniejsze, żeby się pojawiały wtedy, kiedy są potrzebne. Bez żalu, bez złości, pozwolę im popłynąć dalej.
Pieniądze to bardzo potężna energia. Od nas zależy jak mocno odkręcimy kurek. Jeśli nie lubisz rozmawiać o pieniądzach, to znaczy że ich nie lubisz. Nie dziw się więc, że nie przychodzą do Ciebie. Jeśli traktujesz je jak zło konieczne, nie dziw się, że do Ciebie nie płyną. Omijają Cię szerokim łukiem. Energia nie pcha się tam, gdzie jest niemile widziana.
Boże, ile razy myślałam sobie: byłabym taka szczęśliwa, gdyby nie te cholerne pieniądze. One mi spędzają sen z powiek, ciągle się muszę o nie martwić! Ciągle ich nie ma, ciągle się boję, że nie zarobię na czas…

Doceń nas, doceń naszą energię. Doceń, że dzięki nam masz co jeść, masz gdzie spać, masz się w co ubrać, możesz spełniać marzenia, możesz podróżować. Doceń ten luksus, w którym żyjesz. Doceń tę przestrzeń, którą też dzięki nam stworzyłaś. Doceń jak dbamy o ciebie.

DOCENIAM 
PRZYJMUJĘ 
DZIĘKUJĘ 

 

Zanim napisałam ten tekst, namalowałam tło do mojego obrazu. Potem wyłonił się ten Anioł.

O rany to było przeżycie ! Rzadko zdarza mi się płakać ze wzruszenia malując Anioła. Ale tu płakałam, bo poczułam jego wielkość, piękno i mądrość, jakie z niego płyną…

Anioł Bogactwa

Przyjrzyj mi się dokładnie? Jak Ci się podobam? Jak mnie odbierasz? Czy mnie odrzucisz, bo ktoś Ci powiedział, że jestem złem? 
Zobacz jak działam, a wszystko stanie się jasne. Jedno skrzydło zagarnia, drugie posyła dalej. Ty decydujesz ile zagarniesz. Jak wielki masz rozmach, ile potrafisz sobie wyobrazić, na ile jesteś w stanie sobie pozwolić?
Wystarcza Ci minimum, dostaniesz minimum. Martwisz się o rachunki? Wiedz, że korzystasz wtedy z niewielkiego procenta mojej energii. Jak wielki bezmiar bogactwa potrafisz sobie wyobrazić? Jak daleko sięga Twoja wyobraźnia? Dla Ciebie mogę zagarnąć wielką ilość, ale wiedz jedno. Jest coś, co reguluje ten przepływ. Tym kluczem jesteś Ty i Twoje nastawienie w chwili, w której musisz wypuścić to, co zagarnąłeś. Im większa lekkość w puszczaniu, tym większa lekkość w otrzymywaniu tego, co na Ciebie czeka. Naucz się puszczać z lekkością i radością w sercu. Poczuj to i oczami wyobraźni zobacz już następną falę, która do Ciebie płynie.

Po tym wszystkim pokazał mi się jeszcze strach przed wydawaniem pieniędzy. Jak wydam, znowu nie będę miała… I to jest klucz.

UWALNIAM STRACH PRZED BRAKIEM PIENIĘDZY. One pojawiają się przecież po to, żeby je wydawać 🙂

412B3303-Edit

Jak przestać tęsknić? zapytałam dziś moje drzewa…

Czekałam na odpowiedź. Pojawiło się zdanie: Tęskniąc jesteś w przeszłości, nie jesteś w tu i teraz… bla, bla, bla
Odeszłam zastanawiając się nad tym co się pojawiło, co raczej wypłynęło z mojej głowy niż od drzew. Szłam i płakałam tęskniąc. Pozwoliłam sobie na smutek związany z tęsknotą. Pozwoliłam sobie zapłakać nad moim życiem, tak szczerze i bez oceniania tego co się dzieje. Stałam się Tęsknotą…
I nagle zaczęły płynąć inne słowa…
Tęsknota nie jest zła. Tęsknota potrafi wspierać.
Pokazał mi się Anioł Rodzących się Pragnień.
Zobacz, zadałaś kiedyś pytanie: co mam dalej robić w swoim życiu? Dostałaś w ręce książkę o Aniołach. Ona obudziła w tobie tęsknotę, za czymś co było ci bliskie. Ta tęsknota była tak wielka, że czytając ją, płakałaś jak dziecko, tęskniąc za tym, o czym czytasz. Nagle WIEDZIAŁAŚ już co masz robić – masz pracować z Aniołami. Na ten czas kompletnie nie wiedziałaś jak, bo było to pragnienie raczej szalone. Ale nie przejęłaś się tym kompletnie. Po prostu WIEDZIAŁAŚ. Twoja wielka tęsknota za tym sprawiła, że zaczęłaś malować Anioły, zaczęłaś z nimi rozmawiać, zaczęłaś je czuć i widzieć wewnętrznym okiem. Gdyby nie tęsknota, byłaby to jedna z wielu przeczytanych przez ciebie książek.
A przypomnij sobie co się działo jak czytałaś książkę o Matkach Klanowych. Tak bardzo zapragnęłaś kontaktu z naturą, ze zwierzętami, drzewami, kamieniami. Tak wielka była twoja tęsknota, że w końcu zamieszkałaś w lesie, gdzie masz pod dostatkiem tego, za czym tak bardzo tęskniłaś.
Przypomnij sobie tęsknotę za tym, żeby chodzić na spacery z psem, który będzie szedł obok ciebie, a nie na smyczy. Próbowałaś go puszczać, ale on cały czas uciekał. Jednak twoja tęsknota była silniejsza. W końcu zaufałaś swojemu Wilkowi i puściłaś go wolno, ufając że zawsze do ciebie wróci. Zmieniłaś program. Przeczytałaś, że husky nie są psami, które chodzą przy nodze. Inne może nie, ale twój tak. Zwiedza swoje przestrzenie, ale jest coraz bliżej ciebie. Nie zdarza mu się już uciekać. Chodzicie zawsze razem, tak jak widziałaś to oczami wyobraźni i za czym tak bardzo tęskniłaś.

Tęsknota jest naszą siłą napędową. Tęsknota pozwala nam poczuć i zobaczyć, czego tak naprawdę chcemy, o czym marzymy, co jest dla nas najważniejsze…

Wszystko co się działo do tej pory w moim życiu sprawiło, że dotarłam do swojej pełni. Czuję się kompletna. Nie szukam kogoś, kto uzupełni mój brak. Mam w sobie wszytko czego potrzebuję do życia. Ale bardzo mocno poczułam zdanie z filmu Into the Wild…
Prawdziwa pełnia szczęścia jest wtedy, kiedy możemy je z kimś dzielić…
Właśnie tak… właśnie za tym tęsknię. Trudno jest przytulić samą siebie. Można, ale to nie to samo. Tęsknię za bliskością z drugim człowiekiem. Tęsknię za przytuleniem, za tym żeby czuć ciepło męskiego ciała obok siebie. Tęsknię za miękkimi ustami, które mogłabym całować, za językiem który igrałby z moim językiem. Tęsknię za dłońmi, które sunęłyby po moim ciele odnajdując stęsknione dotyku miejsca. Tęsknię za zapachem, w który mogłabym się wtulić nasycając się tym co czuję. Tęsknię za seksem szybkim, namiętnym, gwałtownym. Tęsknię za kochaniem się czułym, delikatnym, niespiesznym. Tęsknię za czułością i cichymi słowami szeptanymi do ucha. Tęsknię za gwałtownymi wybuchami śmiechu, za wygłupami i wspólnym szaleństwem. Tęsknię za zwykłym: dzień dobry kochany… Tęsknię za budzeniem się obok nagrzanego snem ciała. Tęsknię za cichym patrzeniem sobie w oczy, tak głębokim, że lecą łzy wzruszenia, bo widzisz tam WSZYSTKO.
Tęsknię za mężczyzną, który zobaczy prawdziwą mnie, zachwyci się tym tak mocno, że stanę się dla niego tą jedyną.

Pozwoliłam sobie dzisiaj za tym zatęsknić, tak jak zatęskniłam za moimi Aniołami czy Naturą. I poczułam jak tęsknota z tej rozpaczliwej, wynikającej z poczucia braku, pomału zamieniła się w taką wspierającą. W taką, która wie że to już jest w mojej przestrzeni, właśnie dlatego, że tak bardzo tęsknię. Wiem czego chcę, a skoro wiem Wszechświat spełni moje marzenie. Tęsknię WIEDZĄC, że to już jest 

twin-flame-eye-contact

Mam ochotę napisać dzisiaj jeden tekst. Mianowicie o podążaniu za iluzją Bliźniaczego Płomienia. Nie obalam tutaj tego mitu, w który wierzy bardzo wiele osób.

Chcę tylko zwrócić uwagę, że czasami możemy się niepotrzebnie zafiksować….
W jednym z przesłań napisałam kiedyś, że jest to program wgrany nam w głowy po to, byśmy tęskniąc za Bliźniaczym Płomieniem szukali tak naprawdę SIEBIE. Byśmy dążyli do odnalezienia szczęścia w swojej własnej pełni. Bo dopiero będąc pełnią, możemy doświadczać niezwykłych rzeczy z osobą, która również nią jest. Możemy się dzielić sobą na zupełnie innym poziomie. Nie z poziomu programów, lęku i braku, tylko z poziomu wzajemnego przenikania się naszych energii. Taka relacja ma wtedy niesamowitą wartość dla obu stron. Nikt nikogo nie wykorzystuje, nie żerujemy na sobie, nie wyciągamy od siebie energii. Nie musimy, bo wiemy kim jesteśmy, znamy swoją wartość. Jesteśmy ze sobą dlatego, że wielką radość daje nam dzielenie tych samych doświadczeń. Wzrastamy wspólnie zwiedzając różne przestrzenie. Rosną nam skrzydła i wiemy, że możemy latać na nich tam, dokąd zechcemy, sami bądź razem.. to zależy tylko od nas.

Powiem Wam, że w moim przekonaniu spotkałam już co najmniej kilku swoich Bliźniaczych Płomieni. Jeden z nich był gejem, a drugi umarł. W zasadzie nic tylko palnąć sobie w łeb. Co mnie spotka dobrego w życiu, jeśli mój Bliźniaczy Płomień umarł?
A ja przecież chciałam żyć… Mało tego, byłam tak bezczelna, że chciałam dalej CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM. Gdybym zafiksowała się na myśleniu, że właśnie oto mój Bliźniaczy Płomień umarł, zamknęłabym samą siebie w potrzasku. Takie myślenie jest bardzo ograniczające. Wiecie, że słucham znaków i podążam za nimi. W tym wypadku znaki były bardzo wyraźne. Ale one nie świadczyły o tym, że to był mój Bliźniaczy Płomień. Świadczyły tylko o tym, że mam iść za NIMI, za znakami. One mnie gdzieś doprowadzą.
Gdzie?
Jeszcze nie wiem…

Wiem tylko jedno. Zawsze spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy mają najbardziej zbliżoną do nas wibrację. Mają nam coś pokazać, być może czegoś nauczyć, wydobyć program, którego sobie jeszcze nie uświadamiamy. A może mają nam pokazać jak daleko zaszliśmy, skoro jesteśmy w stanie szczerze i z wielką pasją zachwycić się drugim człowiekiem?
Często w tych czasach spotykamy osoby, z którymi byliśmy bardzo blisko w poprzednich wcieleniach. Często spotykamy je po to, żeby dokończyć coś, czego w tamtych życiach nie udało nam się zrobić. Tylko taki jest cel tych spotkań. Zrozumieć po co znowu się spotkaliśmy, wyczyścić to energetycznie i iść dalej. Nie ma szans, żebyśmy nagle mogli być ze wszystkimi partnerami ze swoich poprzednich wcieleń. Często czujemy do kogoś niezwykłe uczucia, bo to było nasze dziecko czy rodzic. Warto spróbować chociaż to rozpoznać, a nie myśleć od razu: TAK TO TEN!
Ileż ja energii namarnowałam próbując rozkminić, czy to ten, czy nie ten? Wiecie jak to wyczerpuje? A w tym czasie tracimy z oczu to, co najcenniejsze. Tracimy doświadczanie chwili obecnej w takim kształcie w jakim ona nam się ukazała.
Piękne zdanie usłyszałam kiedyś w bajce dla dzieci. Miłość nigdy nie umiera… ona tylko zmienia formę.
A co by było, gdyby tak przyjąć Miłość, która nam się pokazuje w takiej, a nie innej formie, tak po prostu? Bez wkładania ją w szufladkę Bliźniaczy Płomień? Gdyby cieszyć się tym co jest, w tej właśnie chwili, nie obciążając jej wyobrażeniami jak długo ma to trwać i w jaki sposób?
Tak po prostu… Skoro Miłość pojawiła się w takiej formie, czemu nie otworzyć przed nią serca?

krok

Minęła najpiękniejsza w moim życiu majówka. Co najdziwniejsze, nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Doświadczałam całą sobą, nasycałam się tą energią, a wszystkie wspomnienia, uczucia i emocje zapisały się na zawsze w moim sercu. W każdej chwili mam do nich dostęp, bo dałam temu całą siebie w momencie, w którym wszystko się działo… Czas nie płynął szybko, bo wszystko było tak intensywne właśnie przez samą Obecność mojej energii w tym konkretnym czasie. Z ufnością obserwuję jaką niespodziankę ma dla mnie Życie. Bo tylko dziś mogę stworzyć swoje jutro.

I tak sobie uświadomiłam dzisiaj na spacerze z całą mocą, jak wiele tracimy żyjąc przeszłością. Jak bardzo obciążamy siebie rozpatrując bez końca to, co się zdarzyło. Jak marnujemy swoją energię wysyłając ją w miejsce, którego już nie ma. To się stało i się nie odstanie, choćbyśmy sobie flaki wypruli. Tego NIE MA.
Podobnie jest z przyszłością. Nadmiernie planując i tworząc w głowie możliwe scenariusze, znowu zasilamy coś, czego jeszcze NIE MA. To tylko jedna z możliwych opcji. Pół biedy jeśli nasz scenariusz jest pozytywny. Ale jeśli targają nami wątpliwości, zasilamy swoją niezwykle mocną energią coś, czego nie chcemy. Sprawiamy, że to rośnie i rośnie, aż w końcu przyciągamy to w naszą rzeczywistość mocą myśli. Nawet pozytywne wizualizacje są dla mnie stratą energii. Czemu? Bo nasza wyobraźnia jest zwykle ograniczona. Nie zdajemy sobie sprawy z nieograniczonych możliwości Wszechświata, a skupiając się na własnej wersji, zamykamy sobie być może dostęp do dużo śmielszych rozwiązań. Dużo łatwiejszych, dużo prostszych, czasami może wręcz magicznych z ludzkiego punktu widzenia. Dobrze jest wiedzieć czego się chce, ale nie wymuszać i nie wymyślać konkretnych na to rozwiązań. Pozwólmy Wszechświatowi, żeby nas zaskoczył.
A jak możemy to zrobić?
Jak dla mnie tylko w jeden sposób. Żyjąc całym sobą w DZIŚ. Tylko dzisiaj mamy wpływ na to, jakie będzie jutro. Jeśli uda nam się skoncentrować całą swoją energię dziś, jeśli uda nam się wysycić tą energią wszystko co robimy dziś, zmierzamy prosto do celu, który sobie postawiliśmy. Nie zajedziemy daleko, jeśli całe paliwo wylewamy kręcąc się po miejscach, które znamy od lat. Nie ujedziemy daleko, jeśli stojąc w miejscu gazujemy silnik myśląc o tym, gdzie możemy pojechać. Całe paliwo się skończy, a my i tak będziemy stali w miejscu.

Każdego dnia mamy do dyspozycji pełen bak paliwa. Pomyśl gdzie chcesz dojechać i po prostu rusz w tym kierunku. Koncentracja energii, własnej energii, na tym konkretnym kroku do przodu, z całym zaangażowaniem, z pewnością, że w tym właśnie kierunku chcę DZISIAJ iść – to chyba jedyna droga.
A jutro? Jutro być może wybiorę inny kierunek… i to też jest w porządku. Ale to będzie dopiero jutro 😉

jaszczurka

Wczorajszy spacer napełnił mnie energią. Na masaż przyszła Ania, ta której pierwszy raz stawiałam karty na stoliczku. Niesamowita osoba. Nie wiem kto komu dał więcej. W każdym razie na pewno energia popłynęła w obie strony. W pewnym momencie Ania spytała – a co ciebie wspiera? Bo o mnie dba joga. To system, który nie da mi zginąć z głodu i zawsze o mnie zadba. A co dba o ciebie? Zastanowiłam się przez chwilę. Odpowiedź była prosta, nawet Szeptunka mi to ostatnio powiedziała: całe zastępy Aniołów i cała armia świata Natury… Ale, że oni tak KONKRETNIE o mnie dbają? Ta myśl mnie zaskoczyła. Czasami wystarczy przyjąć coś do swojej świadomości, by zobaczyć zupełnie inny obraz… Nagle zobaczyłam całą swoją ignorancję, brak wiary i wątpliwości. Wiedziałam, że Oni gdzieś tam są, że dostaję od nich przekazy, bla, bla, bla… Ale, że te energie NAPRAWDĘ robią wszystko co w ich mocy, żeby mi pomóc, a tylko ja ślepa nie potrafię tego zauważyć i PRZYJĄĆ?!!!! O zgrozo… dotarł do mnie ogrom mojej głupoty. A to jeszcze nie wszystko…
Następnego dnia Ania przyjechała pospacerować ze mną po lesie. Zaczęła mi mówić coś o moich obrazach, o tym czy potrafię je uznać i uhonorować. Chodziło o ceny. W tym momencie krzyknęła, bo niechcący nadepnęłam na małą Jaszczurkę. Niestety straciła ogon, odrzuciła go, odbiegła kawałek dalej i przystanęła. Ogon wił się jeszcze…
Jakie możliwości odrzucasz? spytała Ania.
Raczej odrzucam to, co już mi nie służy – odpowiedziałam wtedy. Ale teraz jak to piszę dotarło do mnie, że Ania miała rację. Odrzucałam nieograniczone możliwości jakie płynęły do mnie od moich wspierających energii. Łapię je tylko na chwilę, te pomysły, które do mnie przychodzą, szybko przelewam na papier, tworzę wydarzenia, warsztaty, cokolwiek, po czym NATYCHMIAST to puszczam, odrzucam od siebie jakby mnie parzyło, z takim przekonaniem: no dobra, reszta niech się zadzieje sama… Mnie to nie interesuje. Teraz niech Oni się tym zajmą… Och IGNORANCJO 
Co pięknego pokazała mi Jaszczurka, mój majański totem skądinąd? Odbiegła parę kroków i zatrzymała się. Siedziałam blisko i przepraszałam ją za swoją nieuwagę. Podziwiałam jej piękne umaszczenie. Nie była brązowa jak większość Jaszczurek. Miała piękne, zielone wzorki… Siedziała tak, jakby wygrzewała się w słońcu.
Pokazała mi ZATRZYMANIE, wysycanie się energią. TO muszę robić, zanim coś wypuszczę w świat. Wszystko co do mnie przychodzi ma jakieś znaczenie, przychodzi w konkretnym celu. Zatrzymaj się, dowiedz jaki ma dla ciebie dar, wysyć się nim. Wtedy dopiero, jak poczujesz, jak dowiesz się, że możesz… puść dalej.
O to chodziło z tym całym zatrzymaniem. Nigdy nie mogłam tego do końca zrozumieć. Dlaczego mam się zatrzymywać, skoro Wszechświat podsuwa mi coraz to nowe rzeczy? Po co mam się zatrzymywać, przecież energia musi płynąć. Tak, ale energie po coś przypływają, mają coś do zrobienia. Jeśli ich nie przyjmę, to zachowuję się jak ktoś, kto dostaje do ręki plik banknotów i wypuszcza je na wietrze, nie wykorzystując ich potencjału. Ułańska fantazja, owszem, ale i głupota jednocześnie…

Pozwól by energie przez ciebie przepłynęły, by wysyciły twoją przestrzeń, napełnij się nimi po brzegi i dopiero wtedy daj im popłynąć dalej.

A ja rzucałam nasiona daleko od siebie i dziwiłam się, że nie mam owoców.. Nie dawałam im swojej energii, nie poświęcałam uwagi, nie zasilałam i dziwiłam się, że usychają, giną bez echa gdzieś w przestrzeni.
Jeszcze jedna gorzka pigułka? To samo robię z obrazami. Nie potrafiłam ich uhonorować. Nie wiedziałam, że mogę z nimi rozmawiać, że one mają swoją świadomość i mówią do mnie. Wydawało mi się, że dostaję przesłanie i jest to jednokierunkowy dialog, a w zasadzie monolog z ich strony. Wstyd się przyznać, wiem. Ale wiem też, że uczę się cały czas i przyjmuję fakt, że nie miałam tej świadomości. Najważniejsze, że teraz już mam i mogę to zmienić. Już zmieniłam.
Co za magiczny dzień. Jestem bardzo wdzięczna za tego ziemskiego Anioła na mojej drodze. Podobno został przysłany przez jeden z moich obrazów – Lekkość. Namalowałam go sobie i chciałam sprzedać, podczas gdy on na razie nie chce być sprzedany i jest dla mnie. Po to, żebym poczuła wreszcie tę Lekkość w swoim życiu, bym się nią wysyciła… Powiesiłam go więc tak, by mi o tym przypominał.

A co Ciebie wspiera? Zadaj sobie pytanie, poczekaj na odpowiedź i uhonoruj te energie… 

P.S. Otóż Ania upomina się o edycję  Mam uhonorować jeszcze mojego Wilka, bo to on ją do mnie pierwszy zawołał, a sprawką obrazu był dzisiejszy spacer 

P1240765

Wszechświat uczy mnie zaufania w każdy możliwy sposób. Ewentualnie to ja sama organizuję sobie sposobność, żeby to zaufanie ćwiczyć. Teraz trenuję zaufanie do mojego Wilka. Mam psa, jak pewnie wiecie. To mieszanka huskiego. A husky jak wiadomo to psy szczególne. Rasa pierwotna, uwielbiająca wolność. Te psy mają dużo z kota, lubią chadzać własnymi ścieżkami. Oto kilka cech charakterystycznych dla tej rasy 😉
Husky to nie są psy chodzące „przy nodze”. Większość husky, gdy będzie mogła wybrać między człowiekiem a wolnością – wybierze wolność.
Husky, chociaż charakteryzuje się świetnym słuchem, spuszczona ze smyczy, robi co chce. Nie lubi przychodzić na zawołanie, i potrafi „udawać” przez kilka godzin, że nie słyszy nawoływań. Dobrze jeżeli biega w zasięgu wzroku. Część psów jednak, najczęściej oddala się w błogą przestrzeń nieznanego dotychczas miejsca.
Husky ma trudny do ułożenia charakter wynikający z niezależności oraz ogromnego pragnienia i poczucia wolności.
Tak sobie kiedyś przeczytałam i oczywiście wszystko mi się zgadza. Oprócz tego mój pies histerycznie reaguje na inne, pojawiające się w pobliżu psy płci tej samej. Mówiąc oględnie najchętniej każdemu rzuciłby się do gardła.
Jak był jeszcze u Michała i biegał gdzie go oczy poniosą, wpadł pod samochód i złamał sobie łapę z poważnymi komplikacjami. To wszystko sprawiło, że postanowiliśmy chodzić z nim na spacery tylko na smyczy. Próbowałam go puścić parę razy, ale efekt był zawsze taki sam. Prawie natychmiast znikał w zaroślach i wracał szczęśliwy po kilku dobrych godzinach.
Jednak nie dawało mi spokoju to, że muszę go trzymać na uwięzi. Chciałam, żeby był wolny. Chciałam, żeby był szczęśliwy na tych spacerach tak jak ja. Zaczęłam go więc puszczać trenując zaufanie do niego. Przez chwilę biegnie obok mnie, po czym znowu znika. Rzeczywiście mogę sobie wołać, gardło zedrzeć, merda tylko ogonem i znika radośnie. Najgorsze było to, że podczas jednego z takich zniknięć z mojego pola widzenia, rzucił się na jakiegoś psa, większego od siebie. Postanowiłam pogadać z Adrianą Laube, specjalistką od komunikacji ze zwierzętami. Dosyć szybko sprowadziła mnie na ziemię mówiąc, że przyczyna leży we mnie. Ja mam w głowie rozbiegane myśli, to on też. I żebym nie traktowała go tak, jakby był głupszy od drzewa, bo to błąd. Uświadomiłam sobie, że właśnie tak robiłam. Mówiąc do niego, że jest mądry i grzeczny, sama siebie chyba chciałam tylko przekonać. On swoje wiedział, dlatego mi to cały czas pokazywał.
Zaczęłam więc zupełnie inaczej. Puszczam go, a w myślach cały czas sobie z nim rozmawiam. Zaczęłam mówić, jak bardzo szanuję jego umiłowanie wolności, że to rozumiem, bo mam tak samo. Szanuję to, że zwiedza las na swój sposób i chadza swoimi ścieżkami, ale mentalnie pokazywałam mu obraz, że jesteśmy na tym spacerze razem. Jesteśmy parą przyjaciół, którzy cieszą się z tego, że idą razem. Wiedziałam, że same myśli nic nie dadzą. Jak mawia mój Przyjaciel: WIBRACJI NIE OSZUKASZ. Wiedziałam, że naprawdę muszę mu zaufać, on musi to czuć. Musi wiedzieć, że naprawdę pozwalam mu robić to, co czuje i do niczego go nie zmuszam.
Największa próba pojawiła się jak wreszcie stanął na naszej drodze potężny owczarek. Oczywiście próbowałam go zawołać, ale machnął tylko ogonem i zadowolony pobiegł przed siebie. Nie pozostało mi już nic innego, jak zachować spokój i naprawdę mu ZAUFAĆ. Przeszedł obok owczarka, zjeżył się tylko na karku, ale nie wydał z siebie nawet jednego dźwięku. Dopiero jak go minęliśmy podbiegł do mnie z charakterystycznym uśmiechem na pysku i prawie usłyszałam jak powiedział: no i co? mówiłem, że możesz mi zaufać?
Nooo, powiem Wam, potężna dawka zaufania… Ale jaka radość, jak widzę jak to pięknie procentuje. Spacery są teraz zupełnie inne. Wolność i radość u obojga przyjaciół. Mój Wilk jeszcze nie jednego mnie nauczy, tak coś czuję.

 

 

 

Chmurka tagów