Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

bańka

Mam w swoim magicznym lesie przyjaciela. To dąb Dobromir. Chodzę do niego codziennie, żeby się przywitać i zapytać jaką mądrość ma dla mnie ?
Dzisiaj powiedział mi tak: Doceń dar, który się pojawił, pozwól mu wpłynąć w swoją przestrzeń… a potem nie było słów, ale jakby obrazy, które były dopełnieniem wiadomości od niego.
Obraz pokazywał jak to jest, jak spotka się dwoje ludzi, którzy są dla siebie ważni. Bardziej chodziło o przekaz w sensie energii, co się wtedy dzieje i jak to wygląda na tym niewidocznym poziomie. Pokazał mi się bardzo mocno temat wolności w relacji. Czyli jakby ciąg dalszy mojej lekcji, którą zaczęłam z Michałem. Wydawało mi się, że zrobiłam wszystko, a tymczasem teraz odkrywają się przede mną nowe niuanse. Zobaczyłam, że jak dwoje ludzi spędza czas razem, a każdy z nich ma swoją przestrzeń, to w pewnym sensie, podczas tego bycia razem z dwóch przestrzeni, z dwóch jakby baniek, robi się jedna. Oni robią to świadomie i jest im dobrze w takiej wspólnej, powiększonej przestrzeni. Ale przychodzi czas rozstania, na przykład do swoich obowiązków, do pracy, wyjazd, cokolwiek. Co się wtedy dzieje ? Bańki się rozdzielają i każdy zostaje znowu w swojej przestrzeni.

Czym jest prawdziwa wolność ? Tym, żeby pozwolić drugiej bańce odpłynąć i nie zakłócać jej swoimi oczekiwaniami, swoimi myślami o tym, że ten który odpłynął w zasadzie powinien być ze mną, że mi go brakuje, że powinien zadzwonić, napisać coś chociaż… Takie czekanie jest tak naprawdę energetycznym wkładaniem pazurka w nie swoją przestrzeń. Jest takim szarpaniem, które ta druga osoba na jakimś poziomie zawsze odbiera. Może sobie tego do końca nie uświadamia, ale odbiera i w związku z tym, że ktoś rozdrapuje jego przestrzeń, zaczyna się spinać. Pojawia się opór by się odezwać, czy coś napisać. Nie wiemy dlaczego, ale coś nas przed tym powstrzymuje. Tym czymś jest właśnie niewypowiedziana potrzeba drugiej osoby, która gdzieś tam czeka, aż wpłyniemy znowu w jej przestrzeń. Zaobserwowałam to już wcześniej, bardziej na poziomie odczuć, ale dzisiaj pięknie dopełniło mi się to obrazem.

Co w takim razie zrobić, żeby dać prawdziwą wolność w relacji ? W momencie, gdy druga osoba, ta najbardziej ukochana znika z twojej przestrzeni, ty wracasz do swojej i robisz swoje 🙂 To nie znaczy, że nie możemy myśleć o kimś kogo kochamy. Chodzi o to, by myśleć o niej ciepło, z miłością, ale bez oczekiwań, że ma zrobić coś co ty chcesz. Za każdym razem jak pojawi się w tobie napięcie spowodowane oczekiwaniem na coś, odetchnij głęboko, wraz z oddechem uwolnij to napięcie i wróć do własnej, pięknej przestrzeni. Masz tam co robić i tym się zajmij 🙂
Taka mądrość od Dobromira na dziś, w związku z tym co się wydarza…

 

Reklamy

matka

Las działa na mnie magicznie. Wydobywa mądrość, dzieli się ze mną swoim spokojem i siłą. Dzisiaj przyszło kolejne olśnienie. Pisałam Wam, że Michał był Miłością, a ja Świadomością.
Miłość bez świadomości jest ślepa, Świadomość bez miłości jest zimna. On sprawił, że poczułam czym jest miłość, dotknęłam jej ciepła, ogrzałam się nią, pozwoliłam się otulić… Michał wydobył ze mnie kobietę. Pokazał, że mogę być delikatna, słaba, łagodna, wrażliwa i że w tym tkwi największa moja siła.
Jak umarł poczułam, że muszę znaleźć jakieś słowa, moje słowa, które sprawią że utrzymam się na powierzchni w tym najtrudniejszym momencie. Próbowałam słów, które kiedyś przeczytałam, ale to nie działało. Wiedziałam, że muszę znaleźć własne słowa, coś co wypłynie ze mnie…
I pojawiło się: JAM JEST ŚWIADOMĄ MIŁOŚCIĄ, KTÓRA WSZYSTKO OBEJMUJE I UZDRAWIA.
To poczułam i to dawało mi wewnętrzną siłę. Dzisiaj przyszło pogłębienie tych słów. Dzisiaj zrozumiałam jak mogę sprawić, żeby te słowa żyły we mnie, były mną.
Czuję, że teraz dla nas wszystkich jest bardzo ważny czas. Dużo się dzieje, mamy trudne doświadczenia, które zdają się nas przygniatać. Ale do dyspozycji mamy siły, które nas wspierają.

Każdego dnia możemy zacząć od nowa. Każdego dnia możemy wybrać inaczej. Możemy zdecydować, że wybaczamy sobie stare błędy, bo gdyby nie one, nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy. Nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy teraz. Błędy popełnia każdy. Dobrze jest pamiętać, że zawsze zachowujemy się NAJLEPIEJ jak potrafimy na dany moment.
A co jeśli popełniam ciągle te same błędy, nie chcę tego, ale nie potrafię inaczej ? Co jeśli ciągle wrzeszczę na dziecko ? Wiem, że nie powinnam, ale to się dzieje CIĄGLE. Co z tym zrobić ? Dzisiaj mnie olśniło. Dostałam tę informację już jakiś czas temu. Pewnie jakbym sprawdziła, okazałoby się że ze dwa lata temu. Jak dziecko krzyczy, przytul je do siebie. Co z tego, że o tym wiedziałam ? Nie byłam w stanie fizycznie tego wykonać. A dlaczego ? Bo nie kochałam jeszcze siebie. Bo przytulając krzyczące dziecko, musiałabym przytulić siebie. Musiałabym sobie wybaczyć, że krzyczę. Musiałabym zobaczyć i przyznać się do tego, że moje dziecko krzyczy, bo ja krzyczałam. Ja je tego nauczyłam. To przeze mnie ono krzyczy. Musiałabym wybaczyć sobie, musiałabym OBJĄĆ I UZDROWIĆ SIEBIE. I pokazało mi się, że następnym razem jak moje dziecko będzie do mnie krzyczało, zatrzymam się i powiem sobie: obejmuję i uzdrawiam siebie krzyczącą. A potem pokazał mi się obraz, że mam to zrobić fizycznie… mam podejść i przytulić to krzyczące dziecko, bo to tak jakbym przytulała za każdym razem siebie. DOPIERO TO będzie pełnym uzdrowieniem, dopiero to sprawi że do końca sobie wybaczę. Czy to zadziała ? Nie wiem… pozostaje mi poczekać na krzyczące dziecko 😉

 

Wiem jedno, poczucie winy jest bardzo destrukcyjną energią. Trzyma nas jak w potrzasku i sprawia, że kręcimy się w kółko powtarzając wciąż ten sam schemat. Wyjście jest jedno: WYBACZYĆ SOBIE, wybaczać za każdym razem i wciąż od nowa. Aż w końcu nadejdzie dzień, w którym nie będziemy już musieli nic sobie wybaczać. Staniemy sie Świadomą Miłością.

 

Kochani, dzięki uprzejmości Gaja TV, mogłam przemówić ludzkim głosem i opowiedzieć o tym, czym są dla mnie Anioły, jak maluję swoje obrazy, co się wtedy dzieje i jak postrzegam energie,  kłębiące się teraz na naszej Ziemi. Opowiadam też o tym, jak można wyjść z programu cierpienia, w który nieustannie dajemy się wciągać.

Zapraszam serdecznie, jeśli zechcecie posłuchać 🙂

 

P1250151

Kochani opowiem Wam o jeszcze jednym, bardzo ważnym dla mnie aspekcie tego co się zadziało. Wyjeżdżając do Michała w czerwcu, wiedziałam że to tylko na chwilę. Wiedziałam, że we wrześniu muszę wrócić do dzieci, muszę być blisko nich. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli sobie coś wynająć. Jako że oboje byliśmy właściwie bez grosza przy duszy, rozglądaliśmy się za jakimś małym mieszkankiem. Ale ceny i tak nas powalały. Wszystko wydawało się takie nierealne, nie do przeskoczenia. Materia była bezlitosna.
W czerwcu byłam na Zlocie Aniołów i Motyli. Tam, Bogusia Andrzejewska zrobiła nam medytację na przyciąganie do naszego życia tego, o czym najbardziej marzymy. W wizji pokazał mi się dom. Biały, z brązowym dachem w kształcie litery L, gdzieś w lesie…
Piękna wizja, ale taka nierealna…
Przeglądając ogłoszenia, nagle mnie olśniło. Przecież, gdybym znalazła niedrogi dom, mogłabym otworzyć swój gabinet i w ten sposób mielibyśmy większą szansę go utrzymać. Poza tym zależało mi, żeby moje dzieci urodzone i wychowane w domku, nie wylądowały nagle w jakiejś kawalerce. Były też jeszcze dzieci Michała i chciałam, żeby one też miały takie swoje miejsce, swój pokój, jak będą nas odwiedzać.
Wiem, że tę myśl podsunęły mi Anioły, dlatego pełna optymizmu zaczęłam szukać domu w okolicy, w której mieszkałam. I znalazłam. Jest biały, z brązowym dachem, w kształcie litery L, w lesie…
To wszystko było jak sen… Mało tego, dom był pusty, bez mebli. Było to pewne utrudnienie, bo przecież nie mieliśmy pieniędzy, ale dało mi też możliwość wypełnienia go całkowicie moją energią. Z pomocą przyszła moja Babcia, która odeszła od nas w maju. Jakimś cudem, z głodowej emerytury odłożyła dla trójki swoich wnuków pieniądze. Dostałam je od Mamy i dzięki temu mogłam niewielkim nakładem finansowym urządzić nasze nowe gniazdko. Resztę dopełniły moje obrazy i ukochane kwiaty, które zabrałam ze sobą.
Stworzyłam od nowa swoją własną, piękną Przestrzeń.
Jak już wiecie 13 października mój piękny sen się skończył. Zostałam w tym domu sama i spotkałam się z największym ze swoich lęków: nie dam rady go utrzymać, nie zarobię na niego sama…
Z pomocą znowu przyszły mi Anioły. Nagle mnie olśniło…
Masz przecież albumy, puść je, niech lecą wreszcie do ludzi. Nie ustalaj sztywnej ceny. Niech każdy kto chce, może i poczuje, kupi od ciebie album.

Tak zrobiłam i z pomocą przyszliście mi Wy. Najpierw byliście wielkim wsparciem, otuleniem i obecnością. Teraz wspieracie mnie w materii, zamawiając moje Anioły. To już nie są tylko słowa, czy serduszka, które tak łatwo jest wysłać i zapomnieć. To jest Wasza wielka, realna pomoc dla mnie. Dużo z siebie dawałam, a teraz widzę, jak to wszystko wraca. Widzę, że nie jestem sama. Jestem Wam ogromnie wdzięczna, wszystkim i każdemu z osobna. Dziękuję za wszystko co dla mnie robicie, za każdą ciepłą myśl, dobre słowo, za każdą złotówkę. Dzięki Wam, wierzę że uda mi się pozostać tutaj tak długo, jak tylko zapragnę.
Zapraszam każdego, kto będzie miał ochotę pobyć ze mną, w mojej Przestrzeni… w Przestrzeni Obecności, w której dzieją się CUDA ❤

https://obrazyintuicyjne.wordpress.com/gabinet-anielska-przestrzen/

 

Ja

W ciągu 4 miesięcy całe moje życie stanęło na głowie i jeszcze obróciło się parę razy. Rozstałam się z mężem, zostawiłam z nim dzieci, opuściłam mój ukochany dom, dwa koty, ogród i wyprowadziłam się do Miłości mojego życia – do Michała.
Było tak pięknie, ale krótko. Michał umarł, a ja zostałam sama patrząc z niedowierzaniem na to, co się wokół mnie dzieje. To było jak sen, jak bardzo zły sen. Chciałam się obudzić.
Pojawił się ból, straszliwy ból i rozpacz rozrywająca serce na strzępy.

Dzisiaj wiem, że przetrwałam ten sztorm. Przetrwałam bo już na samym początku się poddałam. Zaufałam, że to jakiś boski plan, bo nikt z nas ogarnąć rozumem tego nie potrafił.
Przetrwałam, bo w momencie największej próby pozwoliłam, by to wszystko przeze mnie przepłynęło. Stanęłam naprzeciw ściany wody i pozwoliłam by ta, wściekła, zwaliła się na mnie z hukiem. Jej siła przygniotła mnie do ziemi, padłam na kolana nie raz, ale teraz wiem już czemu przeżyłam…
bo NIE STAWIAŁAM OPORU.
Pozwalałam by emocje jak tajfun wtargnęły w moją energetykę, w moje ciało, do mojego serca i z całą premedytacją pozwoliłam sobie je przeżywać. Płakałam gdy chciałam płakać. Wyłam gdy chciało mi się wyć. Łapczywie nabierałam powietrza jak brakowało mi tchu. Leżałam na podłodze i zwijałam się z bólu, tak wielki to był szok dla mojej ludzkiej części.
Nie złożeczyłam, nie zaciskałam pięści, nie walczyłam…
BYŁAM W TYM DOŚWIADCZENIU CAŁĄ SOBĄ.

I to mnie ocaliło. To sprawiło, że nie rozpadłam się na milion kawałków, jak betonowy kloc będący tamą nie do skruszenia. Prędzej czy później napór wody byłby tak ogromny, że musiałby runąć pod jej naporem… Wtedy nie byłoby co zbierać. Wtedy przez kolejne wcielenia musiałabym szukać utraconych części siebie.
A ja przecież siebie odnalazłam… O to w tym wszystkim chodziło…
O POWRÓT DO SIEBIE.

płomień

Zebrałam się w sobie… Zaczęłam pakować Twoje rzeczy a w radiu leciała piosenka:

Z Tobą nie umiem wygrać,
Gdy patrzysz mi w oczy znów tracę grunt.
Nie wiem jak Cię zatrzymać,
Następnym razem nie wracaj już.

Nie ma nas, nie ma nas, nie ma nas….

Napisałam list, podziękowałam Michałowi za to, co zrobił. Za to co robił podobno od wielu wcieleń, bo taką umowę miały nasze Dusze… Pojawiał się tylko na chwilę by wyrwać mnie z relacji, w których nie mogłam być sobą. Pojawiał się by mnie uwolnić, bo sama nie potrafiłam. Bo sama nie dawałam sobie prawa, żeby zawalczyć o siebie. Bo zapominałam O SOBIE.
Zwolniłam Go z tej umowy. Oddałam Jemu wolność. Oddałam wolność Sobie. Obiecałam, że już nigdy nie zapomnę o sobie. Nigdy, nikomu nie pozwolę się zniewolić, stłamsić czy wykorzystać.
Wiem kim jestem, wiem, którędy mam iść i wiem co mam robić.
BYĆ SOBĄ…. tak po prostu.

Zapiski z podróży – Michał

P1240862

Opowiem Wam moją historię…
24 maja poznałam niezwykłego Mężczyznę. Cudownie nam się pisze, jeszcze cudowniej rozmawia. Kocham jego śmiech, rozpływam się jak płacze, uwielbiam jego wrażliwość i zdecydowanie jednocześnie. Rozumiemy się bez słów, czujemy na odległość. Nie wiem co się dzieje i nie chcę wiedzieć… Puszczam to, otwieram się przed nim jak najpiękniejsza róża. Oddaję mu całą siebie. Wszystko co mam najcenniejszego. Kocham go, a nawet nie wiem jak wygląda.
Rozmawialiśmy pierwszy raz. Bałam się, że jego głos mi się nie spodoba. Bałam się, że mój głos nie spodoba się Jemu. Pokochaliśmy swoje głosy od razu. Śmialiśmy się jak dzieci, nie mogliśmy przestać rozmawiać, wszystko płynęło tak lekko. Czułam się tak, jakbym Go znała od zawsze. Nie chciałam przestawać, chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie…
W nocy przyśnił mi się biały Jednorożec. Wiedziałam, że to dla niego. Kiedy się dopytywał jak on wyglądał, poszukałam zdjęcia i nagle mnie olśniło ! Przecież to był „mój” Jednorożec….
Ktoś kiedyś wstawił grafikę Jednorożca. Tak mnie zafascynował, że dostałam od niego przesłanie:
Anioły otworzyły twoje serce, po to bym ja mógł dotknąć twojej Duszy. Zafascynowałem cię, zwróciłaś na mnie uwagę, bo nadszedł czas by pracować z Duszą i dla Duszy. Na ten czas zostanę twoim przewodnikiem, by wspierać cię w twojej misji rozmawiania z Duszami innych ludzi. Razem ze mną dotykać będziesz najbardziej czułych strun Duszy ludzkiej. Energia mojego rogu pomoże ci dotrzeć do najgłębiej skrywanych pragnień. Moje białe światło prowadzić cię będzie przez zakamarki ludzkiej psychiki, oświetlając cel z jakim Dusza przyszła tu, na świat. Gotowa już jesteś do współpracy ze mną. Imię moje Avatarion.
Nie dawało mi to spokoju, więc postanowiłam go namalować:

Powiedział do mnie wtedy tak:
Przybyłem z dalekich światów by uleczyć twoją Duszę. Połączyć w Jedność, to co przez wieki było podzielone. Trzy warstwy twojej Jaźni na powrót stapiają się w Jedno, by Mocą swojej energii zabłysnąć jak latarnia. Dzisiaj w pełni odzyskałaś swoją Duszę. Od dzisiaj w pełni należy już ona do ciebie. Od dzisiaj w pełni możesz z nią współpracować. Świętuj narodziny swojej świadomości w poczuciu Jedności. Od dzisiaj z mocą kroczyć będziesz przez życie, a ja Avatarion, kroczyć będę u twego boku by wspierać cię i dodawać sił.

Czytając to wszystko nagle mnie olśniło ! To nie był Jednorożec „dla niego”…. To był ON !

W rozmowach z Nim uświadomiłam sobie, że tak oto
Ja jestem Duszą a On jest Duchem…. Odnaleźliśmy się Tu na Ziemi….

Przeczytał mi list, który napisał pod koniec kwietnia. Napisał go do kobiety, którą chciałby spotkać na swojej drodze. Przypomniał sobie o nim, przeczytał i uświadomił, że opisał mnie…
Złożył zamówienie i przesyłka została doręczona….

2 czerwca postanowiliśmy się wreszcie spotkać na żywo. Czekałam na dworcu, rozładował mu się telefon, a ja chodziłam i zaglądałam obcym mężczyznom w oczy, żeby poznać czy to on. Czekałam i czekałam… Zastanawiałam się, co teraz? Jak się odnajdziemy ? Ale tak jak napisałam mu wcześniej, ufałam, że nasze serca się rozpoznają. Wreszcie wpadliśmy na siebie. Zajrzeliśmy sobie w oczy i przytuliliśmy się.
Na początku było dziwnie. Nie wiedzieliśmy co mówić, oboje milczeliśmy, spoglądając na siebie od czasu do czasu. Usiedliśmy, żeby coś zjeść i patrzyliśmy na siebie.
Co się stało Aniu ? Kochasz mnie tylko przez telefon ? – zapytał mnie wreszcie.
Chyba tak, odpowiedziałam. Nie potrafię połączyć Twojego głosu z tym co widzę. Jakiś obraz widocznie sobie wytworzyłam i umysł jest zdezorientowany teraz, coś mu nie pasuje…
Musisz do mnie mówić, będę zamykać oczy a potem pomału otwierać i nakładać sobie Twoją twarz na ten mój fałszywy obraz.
Poszliśmy do pokoju, położyliśmy się, rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, całowaliśmy… Nagle ogarnęły mnie straszne wątpliwości. Umysł podjął ostatnią próbę ucieczki: co ty robisz ? Niczego nie jesteś pewna ! To na pewno nie on ! Znowu robisz coś głupiego, znowu robisz coś źle ! Przestań, wstań, uciekaj !
Powiedziałam mu, że się boję… Wszystko rozumiał, wszystko przyjmował, wszystko ode mnie zabierał, jakimś cudem uwalniał mnie od poczucia winy…

Chcę być obok niego cały czas. Leży wtulony, ale dla mnie i tak jest za daleko. Przyciskam go do siebie mocno, chciałabym go wchłonąć, otulić sobą, nigdy nie czuć już rozdzielenia. Chcę go dotykać, patrzeć mu w oczy, całować i tulić. Ciągle mi mało. Ciągle pytam: kochasz mnie ? Kocham Cię, odpowiada z uśmiechem za każdym razem. A czasem mówi: no co ty ! Wtedy znowu zaśmiewamy się jak dzieci.

 

Po porannej rozmowie i bardzo mocnym połączeniu na poziomie energii, położyłam się i zapytałam:

Co ja robię ?
Pozwalasz, żeby przypływało przez ciebie Życie. Dlaczego jak jedna osoba to sprawia, wszystko jest w porządku, a jak zrobi to inna, to już jest źle ?
Przecież to cały czas ta sama energia.
Kto tego zabronił ? Ktoś, kto chce ciebie kontrolować, ktoś kto chce mieć ciebie tylko na własność… Ale ty nie należysz do nikogo, jesteś wolna…
Ale mam rodzinę…
Nie mogę ich skrzywdzić
A możesz krzywdzić siebie ?
Możesz zabić część siebie ?
Kto dał ci do tego prawo ?
Kto od ciebie tego wymaga ?
………………………………………
Nie możesz zabić płynącego w tobie życia, nigdy ci się to nie uda, bo za bardzo je kochasz. Dzięki tej energii żyjesz, oddychasz, tworzysz, jesteś szczęśliwa, unosisz się…. dlaczego chcesz to stłamsić? Zakneblować ? To strumień Życia, nie zatrzymasz go, nawet gdybyś chciała. Owszem, możesz, ale to cię zniszczy. Właśnie to sprawi, że zaczniesz umierać za życia…. Bo chcesz kontrolować coś, czego kontrolować się nie da. Temu trzeba pozwolić płynąć, trzeba za tym podążać, podążać za nurtem życia.
A konsekwencje ?
To wymysł ludzi, którzy umierają za życia…
To wymysł tych, którzy całe życie próbują cię kontrolować. To wymysł miłości warunkowej. To program, który trzyma cię w klatce i nie pozwala odetchnąć pełną piersią. To kompromis, a życie nie idzie na kompromisy. Jeśli się od niego odwrócisz, ono odwróci się od ciebie.
Tego chcesz ?
NIE !
Co mam robić ?
Poddaj się…..
PODDAJĘ SIĘ

4 czerwca byłam na warsztatach, na których gościem specjalnym był Archanioł Michał. Poprosiłam go w myślach, żeby powiedział coś tylko do mnie. W zasadzie mówił cały czas do mnie. Zaczął się po prostu wydurniać tak jak on. Chciał, żebyśmy się śmiali… Nie mam wątpliwości, że to było show specjalnie dla mnie 🙂
Podczas jednego ćwiczenia w parach zapytałam swojej Wyższej Jaźni: co mam robić ?
Bądź tak wolna jak potrafisz
Podążaj za znakami
Nic nie musisz robić
Wszystko jest już zaplanowane
Poddaj się boskiemu planowi, który jest doskonały
Nie twórz więcej cierpienia
Wszystko ma się dziać w lekkości.

Jak rozmawialiśmy pierwszy raz, w nocy przyśnił mi się Jednorożec, a rano usłyszałam muchę obijającą się o szybę. Wstałam, żeby ją wypuścić, ale jej tam nie było. Było za to małe, szare piórko przyczepione do pojedynczej nitki pajęczej… Wiedziałam, że to od niego…
Następnego dnia Milenka mówi: mamo, zobacz co mam dla ciebie… i pokazuje mi kolejne, piękne szare piórko, trochę większe od tego pierwszego. Odłożyłam do pudełeczka jak najcenniejszy skarb. Pomału zbiorę całe skrzydła mojego Michała i oddam mu je, by wolny mógł doświadczać tego, czego tylko zapragnie jego piękna Dusza….

W naszej ostatniej rozmowie Michał powiedział mi: jedyny błąd jaki popełniłaś to to, że dałaś mi za dużo wolności…
Nie uważam, że to błąd, tak czuję, a to ty podejmujesz decyzje…

Tej nocy, 13 pażdziernika postanowił odejść na zawsze…

Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Upadłam na podłogę i wyłam jak zranione zwierzę. Wpadłam w najczarniejszą otchłań w swoim życiu. Wpadłam w nią bardzo głęboko i nie widziałam sposobu, żeby się z tego wygrzebać. Z pomocą przyszły mi ziemskie Anioły. Przyszliście Wy, znajomi i przyjaciele z fejsbuka. Każdy wpis był dla mnie otuchą, każdy telefon, każdy sms. Czułam że wchodzicie w ten dół razem ze mną, że nie jestem sama, że mnie wspieracie, wysyłacie miłość, otulacie jak tylko potraficie. Nie byłam w tym SAMA i to było dla mnie najcenniejsze.
Przez zupełny „przypadek” akurat tego dnia przylatywała do mnie moja kochana Dorcia Rocker z Niemiec. Ona też weszła ze mną do tego koszmarnego dołu i cierpiała tak jak ja. Ocierała mi łzy, głaskała po głowie, budziła się w nocy gdy płakałam, wstawała i tuliła mnie jak matka. Podnosiła z kolan jak upadałam… Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Tak mi było ciężko, bo widziałam, że cierpi razem ze mną i niesie ze mną ten ciężar. Resztkami świadomości pytałam siebie, co mam robić ? Przecież to nie tak miało być wszystko… przecież miałam nie tworzyć więcej cierpienia…
Potem pojawił się kolejny Anioł – moja kochana Szamanka, Jadwiga Najra. Powiedziałam jej co się stało, a ona się uśmiechała… Pomyślałam, że chyba zwariowała, chyba nie dotarło do niej co mówię, dlaczego ona się uśmiecha ?!!!
Chciałam tylko, żeby sprawdziła czy jest bezpieczny, czy nie wciągnęło go coś ciemnego w otchłań. Sprawdziła i okazało się, że jest na statku pirackiem i świetnie się bawi. Ma zamiar podróżować, a ja mam się o niego nie martwić.
Ale się wkurzyłam ! Jak to świetnie się bawi ? Przecież ja tu cierpię !

I to był przełom. Nagle wszystko się rozjaśniło. Michał miał duże poczucie humoru, tym mnie ujął najbardziej. Przecież on nie chce, żebym ja cierpiała. Skoro on jest szcześliwy, ja też chcę żyć dalej. Kto powiedział, że żałoba ma trwać rok, czy 9 miesięcy ? Mam na taki szmat czasu zatrzymać swoje życie ? Przecież to kompletnie bez sensu. Największy nasz błąd to to, że myślimy o śmierci. Jej przecież nie ma. On nie umarł, on tylko zmienił formę, na lżejszą. Cierpiało tak naprawdę moje ego, które uświadomiło sobie, że on wybrał wolność zamiast mnie… Ale przecież dałam mu tę wolność, więc Wszechświat krzyknął: SPRAWDZAM !
I sprawdził, czy dałam naprawdę, czy to były tylko puste słowa.
W tym doświadczeniu przerabiałam ewidentnie czakrę korony, którą blokuje przywiązanie…
Musiałam puścić wszystko co kochałam. Najpierw męża, dzieci, dom, ogród, moje koty i firmę… A na samym końcu musiałam puścić Michała. Musiałam uznać jego prawo do podejmowania własnych decyzji. Musiałam dać mu tę wolność naprawdę. Tak zdecydował z miłości do mnie. Uznał, że stamtąd bardziej mi pomoże, niż będąc tu i zmagając się z ciężką chorobą. Ciało było za słabe, a Duch chciał latać wysoko…

Miłość nie zniknęła. Przejawia się cały czas w różnej formie. Cały czas dostaję od niego znaki. Pierwszy to było słońce, które wyszło zza chmur w kształcie serca, z promieniem skierowanym prosto na mnie.
Ale najmocniej zadziałał w niedzielę. Wracałyśmy z Dorcią z pogrzebu. Było już ciemno, nagle samochód wpadł w dziurę, zapaliły się wszystkie kontrolki i natychmiast temperatura silnika skoczyła na maksa. „Przypadkiem” przejeżdżałam obok stacji benzynowej, mogłam natychmiast zjechać i zatrzymać się. Otworzyłam maskę i jakoś zupełnie spokojnie stwierdziłam, że pewnie trzeba kupić płyn do chłodnicy. Jak wracałam, okazało się, że przy samochodzie stoi kolejny Anioł – Staszek. Poświecił telefonem, posprawdzał i stwierdził: no dziewczyny, dalej nie pojedziecie, jest duży wyciek, jedziecie ze mną do Warszawy. Odwiózł nas pod sam dom, nadrabiając mnóstwo kilometrów. Mało tego, po drodze załatwił mechanika i transport na miejsce. Samochód został 140 km przed Warszawą. Nie mogłyśmy uwierzyć w nasze szczęście. Wiedziałam, że to sprawka Michała, bo Staszek tak nas rozśmieszał, że mogłyśmy odreagować przygnębiającą ceremonię pogrzebową.
Później razem z Dorotką zaczęłyśmy się zastanawiać o co chodziło z tym samochodem, bo wiadomo przecież że to przedłużenie mnie i odzwierciedlał mój stan. Nagle wszystko stało się jasne… Wpadłam w dół, wylała się cała woda – moje łzy, a to sprawiło że silnik (serce) omal nie pękło… Trzeba się było natychmiast zatrzymać. Przerwać to. Tak zrobiłam i przeżyłam. Moje serce nie pękło… Wróciłam do siebie.
Michał zawsze mi powtarzał, że jestem bardzo silna. Wiem, że cieszy się widząc mnie szczęśliwą. Wiem, że życie ma dla mnie jeszcze mnóstwo dobrych niespodzianek.
Spotkaliśmy się po to, żeby poznać czym jest miłość bezwarunkowa. Spotkaliśmy się po to, by dać sobie WOLNOŚĆ.
U Iwonki Mazurek na Zlocie Aniołów wyciągnęłam kartę i zadałam pytanie: czy to wszystko prawda ?
Pojawiła się Nieśmiertelna Miłość z wytłumaczeniem: Miłość, której doświadczasz jest wieczna bez względu na towarzyszące jej okoliczności.

Dziękuję Kochany za wszystko, czego dzięki Tobie doświadczyłam. Pozostaniesz w moim sercu na zawsze ❤

 

Chmurka tagów