Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

energia

Życie ciągle mnie zadziwia, jego mądrość i mądrość moich dzieci. Wczoraj skończyłam obraz, który bardzo mocno zapracował w mojej energetyce i od razu zamanifestowało się to w materii. Niestety nie powiązałam tego od razu. Refleksja i świadomość przyszły później.

Ale od początku… Tak jak Wam napisałam, po namalowaniu cyklu obrazów przyszło zmęczenie fizyczne. Czułam, że teraz muszę sobie trochę odpuścić i zregenerować siły. Poszłam więc do mojego ukochanego miejsca w Warszawie – Studio Sante. I podczas gdy ja wygrzewałam się w saunach, pluskałam w jacuzzi, pływałam w basenie, moja podświadomość w postaci Zuzi ciężko pracowała. Wracała ze szkoły do domu z koleżanką. Wymyśliły sobie, że pójdą na skróty (chociaż nie ma takiego skrótu do nas do domu) i weszły w pola. Chodzenie po polach w czasie przedwiośnia generalnie nie należy do najszczęśliwszych pomysłów, o czym dziewczynki dosyć szybko się przekonały topiąc buty, brnąc po kolana w błocie i przewracając się co chwilę. Po drodze złapała je jeszcze ulewa i grad. W raczej kiepskim stanie dotarły do domu. Niewiele myśląc zdjęły zabłocone ubrania i wrzuciły mi do pralki. Jak się można domyśleć, pralka dosyć szybko odmówiła posłuszeństwa i zaczęła wylewać wodę bokami. W związku z czym, Zuzia wyciągnęła ociekające, brudne rzeczy, opłukała trochę w brodziku i wrzuciła do suszarki.

Ja w tym czasie wracałam do domu. Zadzwoniła do mnie i powiedziała co się stało. Stwierdziłam, ok. jeśli wszystko będzie posprzątane, to… no cóż, miałyście ciekawą przygodę, może was to czegoś nauczy. Ale wróciłam do domu i jak się można domyśleć, ślady „zabawy” były wszędzie. Zaniepokojona hurgotami otworzyłam suszarkę i zobaczyłam, że wszystko jest w błocie, a suszarka ledwo dyszy, bo raczej nie takie jest jej przeznaczenie. Nie jest pralką niestety. Zaczęłam się na poważnie interesować co zrobiły ? Okazało się, że oba urządzenia stanęły dęba. Odmówiły współpracy. Na szczęście Janek potrafi wszystko rozkręcić i naprawić. Rozkręcił więc pół pralki i z różnych miejsc wyciągaliśmy tony błota. Trzeba to było wszystko wyczyścić i wypłukać porządnie. Podejrzewam, że na razie muszę prać same ciemne, jakieś gorsze rzeczy, bo pralka przez jakiś czas będzie brudzić zamiast prać. Suszarka podobnie. Też cudem udało się ją uratować.

Kiepskie jest dla mnie to, że jak się to wszystko działo, weszliśmy z Jankiem w stare schematy zachowań. Na chwilę, bardzo gwałtownie wpadliśmy w stare koleiny. Na szczęście dosyć szybko przyszło opamiętanie. No cóż, powiem tak: raczej nie zachowywałam się jak Anioł :/

Dopiero jak udało nam się uratować oba urządzenia, dopiero jak Zuzia wysprzątała cały ten bałagan zaczęłam się zastanawiać: o co chodziło ? I wtedy zobaczyłam z całą jasnością, że materia pokazała mi jak dużo zrobiłam wcześniej. Jak bardzo było potrzebna ta moja praca energetyczna w postaci malowania obrazów. Naocznie mogłam się przekonać ile „błota” miałam w sobie i ile udało mi się oczyścić. Pomyślałam, że gdyby nie udało nam się uratować tych urządzeń, byłaby to dla mnie informacja, że coś jeszcze jest do zrobienia, że obraz „kłamał”. Na szczęście wszystko działa sprawnie.

Ale żeby nie myśleć, że jestem pępkiem świata i wszystko kręci się wokół mnie, uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz. Zuzia jest moim lustrem, moją podświadomością, tym co we mnie schowane, to już wiem. Ale działa również , a właściwie przede wszystkim, na swój rachunek. To co się stało, było też lekcją dla niej.

Rano tego dnia miałyśmy krótkie spięcie podczas wychodzenia do szkoły. Normalna nerwówka kiedy trzeba zdążyć na czas, a dzieci nie współpracują 😉 I usłyszałam wtedy od niej: bo ty mi nie ufasz ! Ja bym chciała sama wstawać, sama się szykować, bez poganiania. Pomyślałam sobie wtedy, że ma rację. I postanowiłam, że od następnego dnia nie będę jej budzić, nie będę poganiać. Po prostu wychodzę z domu z Mileną o określonej godzinie. Jeśli nie zdąży, będzie szła na piechotę do szkoły, spóźni się i sama poniesie konsekwencje. Wymyśliłam to wszystko i w sumie mi ulżyło, bo poczułam że to może bardzo fajnie zadziałać. Wróciłam do domu i zastałam sytuację kryzysową. I tak sobie teraz myślę, największa nauka płynie dla nas wtedy, kiedy musimy się zmierzyć z konsekwencjami swoich działań. Zuzia się wczoraj zmierzyła, biegała ze szmatą od kotłowni do łazienki, nie było litości. Przeżyła chwile grozy, bo była szansa, że oba urządzenia pójdą na śmietnik. Ciekawa jestem jaką naukę wyniesie z tego dla siebie ? Ufam, że dużo wczoraj zrozumiała.

Bo tak to jest, że najpierw zmieniamy energetykę, a potem to co zrobiliśmy „ściągamy” w materię. Dlatego warto zwracać uwagę na wszystko co mamy w swojej najbliższej przestrzeni, wszystko co przesiąknięte jest naszą energią: czyli zwierzęta, dom, samochód. Dusza najpierw wskazuje na rzeczy blisko nas. Dopiero na końcu, jeśli to nie działa, jeśli nie widzimy znaków i ostrzeżeń pokazuje nam poprzez ciało. Ciało jest na końcu, bo Dusza dzięki niemu doświadcza… Ale tak naprawdę jest w stanie poprzez poważną chorobę zmusić nas do pobudki, jeśli cały czas jej się sprzeciwiamy. Czasem też jest tak, że woli wyzwolić się z tego ciała i zacząć wszystko od nowa…

 

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: