Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

sila

W sobotę jechaliśmy z Jankiem na koncert. Było ciemno i mgliście. Powiedziałam do niego coś o moich warsztatach, o tym jak to się wszystko fajnie układa. Nic nie odpowiedział, ale wyczułam jego napięcie. Za chwilę ten stan nabrał realnych form, strach stał się namacalny. Janek przyspieszył, chociaż i tak jechaliśmy szybko. Zmienił trasę i zamiast jechać prosto, skręcił w prawo. Zdążyłam tylko krzyknąć: uważaj zakręt ! Ale było już za późno. Wpadł w niego z prędkością ok. 120 km/h.

Od tego momentu wszystko działo się już jak w zwolnionym tempie. Nie mieliśmy szans, samochód wpadł w poślizg, zarzuciło mu tył i obróciło nas o 180 stopni. Jechaliśmy tyłem do kierunku jazdy i w tym momencie coś się zadziało. W jednej sekundzie moje ciało całkowicie się uspokoiło i pomyślałam tylko: spokojnie, nic się nie stanie. To nie była sama myśl, to było coś więcej, poczułam to bardzo wyraźnie. Chwilę potem koło uderzyło w krawężnik i znowu nas obróciło, tym razem przodem do kierunku jazdy. I nic, żadnego samochodu przed nami, żadnego za nami, mimo że to trasa szybkiego ruchu. NIC SIĘ NIE STAŁO, pojechaliśmy dalej.

Przesiedliśmy się, ja usiadłam za kierownicą. Obserwowałam tylko uważnie co się dzieje z moim ciałem. Znowu było spięte, czułam ten stres w każdej komórce. Oddychałam głośno uwalniając te emocje. Nie chciałam, żeby osiadły gdzieś w moim brzuchu. Długo to trwało. W pewnym momencie krzyknęłam. Jankowi też kazałam krzyknąć, bo zaraz po tym poślizgu powiedział, że strasznie go boli kręgosłup, mimo że w nic się nie uderzył. Wiedziałam, że tam właśnie zakleszczył się ten strach. Za chwilę przemieścił się w okolice serca, bo powiedział, że kłuje go w mostku. Krzyknij sobie, no już ! Krzyknął, ale bez przekonania. Jeszcze raz, głośniej! Wrzasnął jeszcze raz i poczuł się lepiej.

Dojechaliśmy na koncert, ale mój umysł przez cały czas, w kółko odtwarzał mi tą samą scenę. Nie chciałam już tego oglądać, chciałam się skupić na muzyce, ale nie mogłam. Cały czas oddychałam, wypuszczałam to wszystko, uwalniałam. W którymś momencie popłynęły nawet łzy . Spokoju nie dawało mi jedno: jak to się stało, że nic nam się nie stało ? Co się zadziało ?

Mam tą umiejętność, że nawet po czasie potrafię sobie „zajrzeć” w energetykę danego zdarzenia. Zajrzałam więc co się wydarzyło w momencie gdy pomyślałam: spokojnie… To nie była tylko myśl. Skupiłam wtedy całą swoją świadomość i zobaczyłam, że w tym momencie COŚ spłynęło w mój rdzeń i z tego miejsca rozprzestrzeniło się poza moje ciało i daleko poza samochód. Tak jakby otworzyła się dla nas jakaś gigantyczna poduszka powietrzna. Rozmawiałam później z Jankiem. Powiedział, że o ile na początku coś jeszcze próbował robić z kierownicą, to w tym właśnie momencie, kiedy jechaliśmy tyłem, silnik zgasł, a on przestał robić cokolwiek.

Próbowaliśmy zrozumieć potem dlaczego to się stało ? Przyszło mi, że mieliśmy namacalnie i natychmiastowo pokazane działanie dwóch przeciwstawnych sił: strachu i spokoju. Lekcja dla nas obojga piorunująca…

Nie piszę o tym dla sensacji. Piszę, bo czasami jesteśmy w takich ekstremalnych sytuacjach. Gdybym zaczęła się na niego drzeć, wrzeszczeć ze strachu, wyklinać, nie wiem jakby się to skończyło. On sam był w szoku, że mu nie trułam, nie suszyłam głowy… Po co ? Co by to zmieniło ? Widziałam, że na nim zrobiło to tak samo mocne wrażenie jak na mnie. Po co dolewać oliwy do ognia ?

Drugi raz miałam już taki przypadek, gdzie wiem, że siłą spokoju uniknęliśmy wypadku. Jest w naszej świadomości ogromna moc. Mamy wtedy dostęp do pola, w którym dzieją się takie cuda. Warunek jest jeden, to nie może być sama myśl, ona nic nie wskóra, jeśli nasze ciało trzęsie się ze strachu jak galareta. Wibracji się nie oszuka. Żeby to zadziałało, musimy tym spokojem naprawdę emanować i zaufać, że jesteśmy pod opieką czegoś znacznie potężniejszego od nas… Dziękuję tej SILE ❤ 

Comments on: "Zapiski z podróży – Siła spokoju" (2)

  1. Po Twojej relacji przypomniało mi się zdarzenie, które miało miejsce 10 lat temu i też spokój odegrał tu największą rolę.

    Były to moje początki w Państwowej Straży Pożarnej i zawsze wchodziłem w rocie jako pomocnik kogoś starszego i bardziej doświadczonego.

    Pojechaliśmy w rejon innej JRG do pomocy, ponieważ paliło się całe poddasze w kamienicy, a całą akcję utrudniał duży mróz. I tym razem wszedłem do pożaru jako pomocnik, paliło się niesamowicie, nadtopiły się aluminiowe felgi leżące na tym poddaszu, miejscami dach był zarwany i poprzepalany na wylot. Przez dziury było widać jak z drabin inni lali wodę do środka żeby wspomóc roty w środku. Przeszukiwaliśmy strych od strony gdzie weszliśmy, wszystko było w ogniu i dymie, a mi towarzyszył już od samego wejścia potężny strach, a otuchy dodawał mi doświadczony przodownik, za którym szedłem. Był nim mój kuzyn, służymy razem na jednej zmianie w tej samej Jednostce :), znamy się całe życie, mieszkamy od siebie jakieś 70m i jest starczy ode mnie o prawie 10 lat. Jako, że mam do niego ogromne zaufanie (i nie miałem innego wyjścia 😉 ) szedłem za nim krok w krok i pomagałem przeciągać wąż z wodą. W pewnym momencie zobaczyłem jakąś przeszkodę i postanowiłem obejść ją z boku, jak się później okazało była to drabina, którą zostawiła inna rota żeby zabezpieczyć dziurę w podłodze, która przepaliła się na wylot.

    Oczywiście wpadłem tak, że zdążyłem jedynie zablokować się jedną nogą żeby nie spaść piętro niżej, a druga wisiał już w mieszkaniu pode mną, na plecach miałem aparat powietrzny i dzięki niemu zaklinowałem się na drugim skraju dziury i oparłem się o butlę na plecach. Delikatnie spanikowałem ale ogarnął mnie potężny spokój, nagle słyszałem wszystko – wentylatory, które oddymiały cały strych, wodę, która lała się po dachu i spływała do środka, zacząłem wołać swojego kolegę z roty ale mnie nie słyszał bo obaj mieliśmy na twarzach maski, które pochłaniają dźwięk i dodatkowo wszystko zagłusza szum wydychanego powietrza przelatującego przez zawór. Kiedy próbowałem samodzielnie wydostać się z tej nieszczęsnej dziury 🙂 podłoga dalej się obrywała i zsuwałem się niżej, wtedy pojawiła się myśl, że mogę trącić kuzyna latarką na pasku. Sytuacja była już całkiem średnia, a ja ciągle w największym spokoju -nawet oddech mi się wyrównał- zdołałem uderzyć go w nogę. Kiedy zobaczył mnie w tej sytuacji natychmiast się wrócił i wywlókł mnie z tego otworu. Cała sytuacja trwała może 20-25 sekund, które pokazały mi jaką moc ma siłą spokoju.

    Gdybym zaczął się szarpać i dalej próbował wyleźć to pewnie wpadłbym piętro niżej do mieszkania sąsiadów i w najlepszym wypadku połamałbym się konkretnie, a tak spokojnie wszystko przekalkulowałem i TADAAAM!!! Mogłem dalej przeszukiwać to miejsce, mieliśmy wątpliwy „zaszczyt” znaleźć trzy spalone ciała i spalonego psa.

    Sytuacje, które opisaliśmy pokazują jaką moc mamy w sobie i jak w podbramkowych sytuacjach ta moc się ujawnia. Według mnie jesteśmy tak jak piszesz Aniu pod opieką siły znacznie potężniejszej od nas, ale już w momencie stworzenia (i nie mam tu na myśli narodzin w ciele fizycznym) dostaliśmy wszystko w wielkiej Miłości od naszego Stwórcy, i ta moc jest pod naszą kontrolą, jeśli sami potrafimy kontrolować siebie i swoje zachowania, które nie zawsze są świadome.

    http://lodz.naszemiasto.pl/archiwum/tragiczny-w-skutkach-pozar-przy-wschodniej-18,1592244,art,t,id,tm.html

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: