Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

P1240661

W połowie stycznia pojawiła się na moim tarasie kotka. Na grzbiecie miała wielki kołtun, była słabiutka, zmarznięta i głodna. Karmiłam ją i myślałam, że wróci do domu, ale ona koniecznie chciała być u nas. Mam już dwie kotki i bałam się, że Szpulka, ta najstarsza znowu sobie pójdzie, bo uzna że nie ma tu już dla niej miejsca. Było tak już raz, jak przyplątał się do nas mały kotek. W końcu zdaliśmy się na mądrość Natury i postanowiliśmy z Jankiem, że ją weźmiemy. Okazało się, że to staruszka. Nie miała części zębów, widać to było w sposobie poruszania się, po sierści… nawet nie miała siły się myć. Okazało się, że moje dwie kotki są mądre i wiedziały że Misia nie jest dla nich żadnym zagrożeniem. Obyło się bez awantur.

Zastanawiałam się po swojemu: czemu ona do nas przyszła ? Co mi ma pokazać ?

Odpowiedź była bardzo prosta. Miałam zaopiekować się starością, miałam się jej przyjrzeć, miałam wreszcie POZWOLIĆ jej godnie odejść.

Była zupełnie innym kotem niż moje. Nie przychodziła na kolana, nie lubiła za bardzo głaskania, ale na swój sposób pokazywała nam swoją wdzięczność. Była blisko nas, ale wymagała szacunku dla siebie. Dwa dni temu poczułam nagle potrzebę, żeby położyć się obok niej na dywanie, nie próbując nawiązać z nią kontaktu fizycznego. Pozwoliłam jej zdecydować czy ma na to ochotę. Przysunęła się do mnie i otarła łebkiem o moją twarz, przytuliła się. Rozczuliła mnie tym bardzo.

Wczoraj o 4 nad ranem obudziła nas krótkim, ale głośnym, rozdzierającym miauczeniem. Leżała pd łóżkiem Zuzi i tak szybko oddychała. Wiedziałam, że nadeszła jej pora. Poleżałam przy niej, ale za chwilę się uspokoiła i zasnęła. Rano zeszła na dół i koniecznie chciała wyjść. Położyła się w krzakach. Po jakimś czasie poprosiłam Zuzię, żeby jej poszukała i przyniosła delikatnie do domu. Zła byłam później na siebie, wiedziałam że to był błąd. Była bardzo niezadowolona, że się ją przyniosło i natychmiast chciała znowu wyjść.

Nigdy wcześniej żadne zwierzę przy mnie nie umierało, więc nie wiedziałam… ale zrozumiałam, że chce być sama, chce mieć spokój. Tym razem schowała się lepiej. Nie można jej było znaleźć. W końcu zobaczyłyśmy gdzie leży. Podeszłam do niej i cichutko zawołałam, odwróciła głowę, nie chciała nawet na mnie patrzeć, albo nie chciała żebym ja patrzyła na nią.

Głos ludzki w środku mnie wykrzykiwał, że może trzeba ją zabrać do weterynarza, może się czymś zatruła, może trzeba ją ratować ? Na szczęście drugi głos był silniejszy: zostaw ją w spokoju, pozwól działać Naturze według jej praw. I mimo że serce się wyrywało, bo noc, bo ciemno, bo wiatr… zostawiłam Misię tam gdzie chciała. Odeszła pod osłoną nocy.

Zostałam sama w domu i pozostało mi spełnić ostatnią przysługę. Musiałam znaleźć miejsce w ogrodzie, wykopać dół i pochować ją.

Nigdy nie dotykałam fizycznie śmierci. Ale maj był dla mnie łaskawy. Pozwolił mi jej dotknąć aż dwa razy, najpierw Babcia, teraz Miśka. Zaskoczył mnie dotyk jej ciałka. Śmierć pozbawia ciała miękkości, ciepła, lekkości. Sprawia, że to co było żywe staje się sztywne, zimne i ciężkie.

Najtrudniej było mi ją ułożyć w dole i zasypać. To było takie trudne doświadczenie, płakałam, było mi ciężko. Ale jak skończyłam zakopywać przyszło mi nagle do głowy, żeby od razu posadzić w tym miejscu krzak. Mam w ogrodzie pełno małych sadzonek. Same mi się wysiewają. Wykopałam jedną z nich i zasadziłam. I wtedy pojawiła się taka oczywista myśl, która nadała lekkości całemu temu rytuałowi przejścia:

W miejsce śmierci pojawiło się nowe życie….

I tak to przecież jest w Naturze, której my jako ludzie tak bardzo próbujemy się przeciwstawić.

Moja Babcia odeszła, ale na jej miejsce przyjdzie dwoje jej wnucząt… Zrobiła im miejsce…

Usiadłam przy Misi i podziękowałam jej za Dary, które mi przyniosła: za możliwość zaopiekowania się starością, za zaufanie, za to że wybrała właśnie nas, za to że pokazała mi na czym polega świadome umieranie, za całe to trudne, ale niezwykle oczyszczające doświadczenie. Była krótko, ale nauczyła mnie tak wiele…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: