Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

solea

Właśnie sobie uświadomiłam, że po raz pierwszy Las zawołał mnie 5 lat temu, we wrześniu 2013 roku. Wtedy narodziła się Leśna Kobieta. To ona sprawiła, że po kilku latach, w tajemniczy sposób zamieszkałam blisko lasu, po to by dalej kontynuować moją wędrówkę w połączeniu z Naturą i w połączeniu ze Sobą. Ależ jestem jej wdzięczna.

Oto jej historia, która jednocześnie będzie początkiem mojej książki o Magii Lasu i jego mieszkańców.

Przeżyłam właśnie 3 wspaniałe dni… 3 dni sama ze sobą, 3 dni sama w lesie…
Wyruszyłam na szlak 6 września. Ścieżka od razu prowadziła w gęsty las. Od samego początku skonfrontowałam się ze swoim najgłębszym lękiem – muszę wejść SAMA do lasu. Weszłam z intencją, z przeświadczeniem, że jestem BEZPIECZNA, chroniona przez Anioły i swoją wewnętrzną siłę. Na swojej drodze spotykam tylko pozytywnych ludzi i przyjazne zwierzęta.
Mój pierwszy przystanek przy pięknej, ogromnej i rozłożystej sośnie. Poprosiłam ją o siłę i wsparcie w wędrówce. W pewnym ujęciu ujrzałam w niej kobietę wyciągającą ręce do słońca, Kobietę niosącą Światło. Skoro tak mnie poruszyła, była aspektem mnie samej. Jednocześnie pełna była siły, niezachwiania, pewności siebie.
Tak do mnie przemówiła:
Jestem Solea. Moje korzenie tkwią głęboko w Ziemi, a konary wyciągają się ku Słońcu. Jak na twoim obrazie, czerpię z Matki Ziemi i Ojca Niebo. Stoję tu niezachwianie od wielu lat, dzieląc się swoją siłą z każdym, kto zechce przysiąść w moim cieniu. Jestem i trwam, niczego nie oczekując w zamian. W sposób naturalny biorę to, co do mnie należy, gdyż jestem częścią Natury. To co pobiorę z ziemi, oddam w postaci tlenu. Jestem doskonałym przykładem życia w zgodzie z Naturą. Dzielę się też swoim spokojem i siłą. Daję ci wsparcie do dalszej wędrówki. Nie lękaj się moje dziecko, jesteś jednym z nas, więc tutaj w naszym świecie nic ci nie grozi. Zaufaj sobie i nam. Jesteś bezpieczna.
Rzeczywiście w pewnym momencie poczułam się bezpiecznie, poczułam że jestem w domu. Ale zadziwiające w jaki sposób, w takim środowisku wyostrzają się wszystkie zmysły. Oczy, oprócz znaków na drzewach, cały czas obserwowały bacznie teren. Uszy wychwytywały każdy najmniejszy szelest. W pewnym momencie zaczęły mnie nawet denerwować moje własne kroki. Czułam, że powinnam iść bezszelestnie. Tylko w ciężkich, górskich butach jest to średnio wykonalne, a obuwia nie chciałam się pozbywać. Zmysł węchu wyławiał coraz to zmieniające się zapachy. Dominował zapach żywicy, mieszany czasem z wilgocią unoszącą się znad trzęsawisk. W pewnym momencie weszłam w dość gęsty i ciemny las. Tutaj zmysły wyostrzyły się jeszcze bardziej. Nie było już jednak we mnie tego lęku, tylko świadomość, że teraz nie ma już odwrotu. Musze dotrzeć do celu. Niezależnie od drogi jaka jest przede mną, muszę nią iść. W zasadzie nie kotłowały mi się w głowie żadne myśli. Tylko ta wzmożona czujność, radość z wędrówki i z tego, że się odważyłam. Solea bardzo mi pomogła. Szczególnie te słowa: „jesteś u siebie” sprawiły, że poczułam się bezpiecznie, co nie znaczy beztrosko. Cały czas czułam jednak respekt wobec otaczającej mnie przyrody.
Kolejnego dnia weszłam na szlak już dużo odważniej. Coś jednak musiało jeszcze siedzieć we mnie, bo spotkałam jakieś 3 kobity, grzybiarki. Jedna z nich oburzonym głosem spytała: a czemu pani chodzi sama ? To nie wie pani, że gwałcą ? Przecież nawet w radiu mówili ! Odpowiedziałam, że nie słucham radia. Na to druga odezwała się nieśmiało: ale to nie u nas, to w Kabackim…
Minęłam je czym prędzej, ale wybiły mnie z mojej bezpiecznej przestrzeni na jakieś 20 minut. Spokój lasu pomógł mi wrócić do siebie.
Tak… poprzedniego dnia obudziłam w sobie Leśną Kobietę, ona była we mnie cały czas, tylko ja nie miałam pojęcia o jej istnieniu. Podoba mi się jej odwaga i uparte dążenie do wyznaczonego celu. Podoba mi się jej uważność z jaką porusza się po lesie. Podoba mi się jej wytrzymałość.
Zadziwiające jest dla mnie, że decydując się na takie 3-dniowe odosobnienie wyobrażałam sobie, że spędzę mnóstwo czasu na medytacjach, rozmowach z kamieniami, ze zwierzętami, drzewami czy samą sobą. Przyjechałam tu po to by odnaleźć (?), odbudować (?) swoją siłę i moc. Wybrałam jednak wariant dosyć forsowny jak dla mnie, ale teraz widzę że tak musiało się stać. Decydując się na odosobnienie stacjonarne, owszem miałabym więcej czasu na przemyślenia, medytacje, ale nie miałabym możliwości zmierzenia się ze swoim lękiem. Nie byłabym też świadkiem narodzin Leśnej Kobiety. Musiałam tak naprawdę zmierzyć się ze sobą samą, ze swoimi słabościami, po to by odkryć siłę i odwagę jaka we mnie drzemie. O to mi tak naprawdę chodziło: by POCZUĆ siłę jaką mam w sobie. Nie poczułabym jej siedząc sobie bezpiecznie na jakiejś polance i medytując. Poczułam ją działając niejako wbrew zdrowemu rozsądkowi, robiąc coś, czego nie robiłam nigdy do tej pory. Nie wszystko da się wymedytować, wyobrazić, zwizualizować. Żeby to poczuć musiałam coś ZROBIĆ. Musiałam pobiec za moim wilkiem w dziki las i musiałam pobyć w nim SAMA. To naprawdę było dla mnie wielkie wyzwanie i dumna jestem z siebie, że mu sprostałam.
A co do siły, której szukałam… ona nie może być stworzona sztucznie, poprzez jakieś wyobrażenia, poprzez sztuczne tworzenie wokół siebie jakichś barier, tarczy czy osłon. Ona musi wypływać z wewnątrz, z nas, z głębi naszej Istoty. Tylko wtedy taka siła jest prawdziwą siłą, a nie bańką mydlaną znikającą z byle powodu. Taką siłę mają właśnie drzewa. Czerpią ją z Ziemi i ze Słońca. Czerpią z Natury, ze swojego wnętrza. One po prostu są siłą i spokojem. Tego nauczył mnie las, to pozwolił mi odkryć w sobie, za to jestem mu wdzięczna.
Tak naprawdę zdaję sobie sprawę, że nie dokonałam niczego wielkiego. Ot pochodziłam sobie po lesie, w sumie jakieś 55 km. Pewnie setki ludzi spaceruje po Kampinosie. Dla mnie jednak ważne było to, co udało mi się odkryć w sobie dzięki tej wędrówce. Skłania mnie to ku refleksji, że warto czasem zaryzykować, żeby POZNAĆ SAMEGO SIEBIE.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: