Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

Sick Woman. Flu. Woman Caught Cold. Sneezing into Tissue

Właśnie przeżyłam chyba trzy najgorsze dni w tym roku. Taki gratis na zakończenie 😉 Najgorsze, a na pewno najboleśniejsze. Otóż odezwała się moja pięta achillesowa z dzieciństwa – zatoki. Zaczęło się niewinnie od bólu gardła i kataru. No tak, to pewnie po misach – pomyślałam sobie i zdziwiłam się, że tak mocne mają działanie. W międzyczasie we śnie dostałam informację co się dzieje z moim ciałem, jak na nich gram. Miałam dokładne obrazy, z których niewiele teoretycznie pamiętałam, ale jak się obudziłam i chciałam sobie przypomnieć, przyszła informacja. Każda misa ma swój określony ton, kolor i wzór geometryczny, coś w rodzaju takiej struktury krystalicznej. Ten wzór jest doskonały, pierwotny. Grająca misa wprowadza ten wzór w ciało osoby, która gra lub słucha, po to by przywrócić ciału jego pierwotną, doskonałą strukturę. Ten wzór zastępuje chaos, który mamy w naszych ciałach, spowodowany zanieczyszczeniem. Zatem jeden wzór wypiera drugi, dlatego proces może być bolesny.

No dobra, było to dla mnie dosyć logiczne, do tego jeszcze owiane sporą dawką mojej ukochanej magii, zatem postanowiłam się dzielnie oczyszczać. Zatoki nawalały mnie coraz bardziej i kolejną informacją było, że mam je oczyszczać naturalnie. Odstawiłam więc moje ukochane krople do nosa i zaczęłam wlewać sobie tylko sól fizjologiczną, olejek z drzewa herbacianego, wodę utlenioną, która szczypała jak cholera – wszystko na nic, było coraz gorzej. Łeb mi pękał niemiłosiernie. Kolejnym cudownym sposobem było przepłukiwanie nosa solą fizjologiczną z takiej wielkiej butli. Wlewało się wodę w jedną dziurkę, a drugą wszystko wypływało – obrzydlistwo 😛 Janek jak się o tym dowiedział, zaczął wrzeszczeć na mnie, że takie „zabiegi” robiono kiedyś na Szucha… Miał trochę racji, szczerze przyznam 😉 Kładłam sobie jeszcze na zatoki rozgrzaną sól w bawełnianych woreczkach. Wszystko pięknie, tylko że czułam się coraz gorzej. W nocy było apogeum. Nie mogłam leżeć, więc siadałam i płakałam z bólu. Rozsadzało mi głowę.

Potem wpadłam na pomysł, że to może efekt picia aktywnych minerałów. Mają silne oczyszczające działanie, więc może nałożyło się jedno na drugie i stąd taki efekt. W międzyczasie poszłam jednak do lekarza i dostałam antybiotyk na ropne zapalenie gardła i zatok. Ale trzeciego dnia pomyślałam: nie, przemęczę się jeszcze, pooczyszczam tymi minerałami, na pewno mi w końcu przejdzie i antybiotyk nie będzie potrzebny. Ale wieczorem czułam już, że szykuje się powtórka z rozrywki. Zatoki znowu niemiłosiernie mnie bolały. Usłyszałam jeszcze w międzyczasie taki ciekawy tekst: nie ma przecież bólu, jeśli zdasz sobie sprawę, że nie jesteś swoim ciałem, nie jesteś swoimi myślami, jesteś kimś znacznie większym, ból po prostu zniknie… Chciałabym go zobaczyć jak pierdzielnie się młotkiem w palec, czy ma wtedy takie samo zdanie na temat bólu i czy on tak szybko znika ? 😛

Siedziałam tak z tą rozsadzającą głową i zaczęłam sobie coś przypominać o przechodzeniu do strefy zero, jak dzieje się coś, co nam nie odpowiada. Próbowałam się przenieść, nie działało. W końcu stwierdziłam, dosyć tego ! Miało być bez bólu, bez cierpienia, co to ma być do cholery ? Do dupy z takim naturalnym oczyszczaniem, jeśli czuję się coraz gorzej. Tak wiem, zaraz usłyszę, że to efekt mojego strasznego zanieczyszczenia… Może i tak, ale ból nie jest zbyt dobrym lekarzem, jest potworny i osłabia mnie coraz bardziej. Dlatego niewiele już myśląc złapałam moje krople, wpuściłam do nosa i za chwilę od razu mogłam się pozbyć większości tego, co tam siedziało. Wcześniej nie wydostawało się nic, wszystko kumulowało mi się bez końca w zatokach. Oprócz tego wzięłam dwa prochy przeciwbólowe i przypomniałam sobie słowa Jadwigi Anmerona: ty tu decydujesz. W związku z tym zdecydowałam przede wszystkim pozbyć się bólu, nieważne w jaki sposób, po prostu się go pozbyć.

W międzyczasie zastanawiałam się jeszcze: zatoki, dzieciństwo, zawsze na święta podobno chorowałam, bolały mnie uszy, lewa strona, pewnie coś od mamy, nie chciałam czegoś od niej słyszeć… No i dobrze, nic więcej się nie pojawiło, więc zdecydowałam, że nie będę się w tym grzebać dłużej. Nawet jeśli krzyczała, kogo to obchodzi ? Ja też krzyczę. Podziękowałam jeszcze raz moim Rodzicom, za to że dali mi życie. Nieważne tak naprawdę jacy są ci nasi rodzice. Mogą być najlepsi, tacy jak moi, mogą być najgorsi, mogą być przeciętni… to wszystko jest nieważne, byli tacy, jacy potrafili być na ten moment. Ale za jedno na pewno możemy im zawsze podziękować, bez względu na to do której kategorii ich zaliczamy – możemy im podziękować za dar życia, za to że dzięki nim istniejemy. I to właśnie zrobiłam, nie wnikając w to, jaka to energia z czasów dzieciństwa zalęgła się w moich zatokach, zdecydowałam się ją uwolnić, tym prostym podziękowaniem Mamie i Tacie za dar życia. Podziękowałam też bólowi za to, że pokazał mi, w którym miejscu coś zalega. Wypowiedziałam słowa: co było to było, co jest to jest, a co będzie to tylko moja decyzja. A ja właśnie decyduję: jestem zdrowa a moje zatoki są czyste i jasne.

I co się stało ? Ból zaczął pomału odchodzić, fakt wzięłam dwa prochy, ale odszedł i już nie wrócił, a gdybym miała dalej zapchane zatoki, teoretycznie powinien po paru godzinach powrócić. Mija kolejny dzień, a ja czuję się super.

I tak sobie myślę, może czasami nie ma co dorabiać ideologii do tego co nam się przydarza. Może nie ma co szukać na siłę. Może naprawdę nie musimy się wiecznie oczyszczać. Może by uznać, że już jesteśmy czyści ? Może nie ma co demonizować tak tej naszej medycyny ? Mam taką teorię, że jeśli wbiję sobie do głowy, że coś mi zaszkodzi to na pewno tak będzie, a jeśli wiem że biorę coś, co ma mi służyć jak najlepiej to też tak będzie. To taka moja teoria, na mój własny użytek, nie wiem czy słuszna, ale na mnie działa.

I tak sobie jeszcze myślę, że takie gadanie, że nie ma bólu, że nie jesteś swoim ciałem – owszem jestem, wiem że nie tylko, ale nim TEŻ jestem i nie zamierzam się od niego odcinać, bo uwielbiam to swoje ciało, nawet jak czasem daje mi w kość 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: