Witam Cię serdecznie w moim świecie, w mojej kolorowej przestrzeni, w której przelewam na płótno to, co widzę oczami Duszy. Maluję Anioły, odzwierciedlam Twoją unikalną energię. Do każdego obrazu dostaję przesłanie będące dopełnieniem istotnych dla Ciebie informacji. Obrazy intuicyjne to doskonały sposób na skontaktowanie się ze swoją Istotą.

glos

Od dawna czułam, że chciałabym popracować z moim głosem, jakoś go uwolnić, bo wiedziałam, że z jakichś powodów jest zablokowany. Różne warsztaty przewijały mi się przed oczami, ale żadnego nie poczułam na tyle mocno, żeby pójść. Potem dostałam przekaz od Wielorybów, że my jako ludzie powinniśmy odnaleźć swoją pieśń, bo siła naszych głosów jest ogromna. I wreszcie pojawił się człowiek, który mnie zawołał. Amit Carmeli prowadzi warsztat Wild Roots Journey – docieranie do swojego dzikiego korzenia, do prawdziwej mocy swojego głosu. Zastanawiałam się czy pójść…Weszłam do niego na profil i oniemiałam – wszędzie miał zdjęcia Wielorybów. Wiedziałam już, że jestem w domu, że to one mnie zawołały. Zdecydowałam się pójść na te warsztaty i tak się zadziało, że dzień przed rozpoczęciem zaczęłam tracić głos. Najpierw była to chrypa, potem wydawało się, że już jest prawie dobrze i nagle pod wieczór zaniemówiłam kompletnie. Mogłam tylko szeptać. Ale to mnie nie zniechęciło, tym bardziej że Amit napisał mi, że to normalne i często się zdarza przed warsztatami. Poszłam więc.

Prawie od razu zaczęły się różne ćwiczenia z głosem… a ja nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jakie to było dla mnie deprymujące. Tak bardzo chciałam śpiewać razem z innymi i nie mogłam. Im bardziej się spinałam, tym bardziej zaciskało się moje gardło. Łzy płynęły po policzkach jak szalone, coś się ewidentnie uwalniało, ale to nie był mój głos, jego po prostu nie było… W końcu poczułam, że muszę być dla siebie bardziej delikatna. Zaczęłam wyczuwać moment, w którym robiła się w moim gardle niewielka szczelina. Ta szczelina sprawiała, że byłam w stanie wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Słuchałam więc mocno siebie, nie szłam za tym co i jak mocno śpiewają inni, pozwalałam by wydobywał się ze mnie tylko taki dźwięk, jaki był w stanie się wydobyć. Czułam jak mocno wibruje w moim ciele, mimo że był taki słaby. Czułam to całą sobą i dalej płakałam. Dziwiłam się skąd we mnie tyle łez i dlaczego ?

Nagle gardło się zacisnęło, zaczęłam mocno kasłać i szlochać, nie mogłam już śpiewać. Nagle zobaczyłam, że uzdrawiałam kiedyś głosem, że był on bardzo silny, pełen mocy i zostałam za to ukarana, uduszona, powieszona… To nie było tylko raz. Zginęłam w ten sposób wiele razy właśnie za to, za używanie potęgi mojego głosu. Ta energia zaczęła się na warsztatach uwalniać, ten strach, ten ból, cierpienie i lęk przed tym, żeby znowu zacząć go używać. To było niezwykle mocne i traumatyczne dla mnie przeżycie. Pewnie swoim zwyczajem zaczęłabym w nie za mocno wchodzić i przeżywać niepotrzebnie, ale Amit przebił się jakoś do mnie i powiedział, żebym zaczęła wydobywać z siebie głos… niezależnie od tego co się dzieje – śpiewaj… To tak jak z tańcem. Pojawia się trudna emocja, tańcz choćby ci serce łkało z bólu. Rusz tą energię i tańcz. Wtedy ona może się uwolnić. Mamy chyba jednak tendencję do zatrzymywania się w cierpieniu. Zastygamy w nim, wzmacniając je w ten sposób. To jest coś co znamy, nie lubimy go, ale znamy je doskonale i boimy się chyba przekroczyć jego granice. Sprawdzić co jest poza cierpieniem, co się stanie jak ruszymy z miejsca i nie pozwolimy mu opanować naszego ciała…

Tak więc, opanowując szloch, zaczęłam znowu śpiewać. I nagle zdałam sobie sprawę, że ja mam już swoją pieśń Duszy, znam ją, śpiewałam ją, nie byłam tylko pewna czy to jest właśnie TO. Wydawało mi się, że to może za proste, że może powinny tam być jakieś słowa, może powinna być bardziej skomplikowana… Znowu wymysły umysłu. Znowu nie dowierzałam swojemu odczuciu, które miałam w Peru siedząc przy wodospadzie i śpiewając. Kropelki wody mieszały się z moimi łzami bo czułam, że znalazłam. To samo było przy Wielorybach. Śpiewałam im moją melodię, a one odpowiadały na swój sposób. Teraz, tutaj, na tych warsztatach upewniłam się, że znam już swoją pieśń. Może nie poczułam jej mocy, bo gardło mi na to nie pozwoliło, ale właśnie ta niemoc sprawiła, że tak bardzo doceniłam swój głos. Od razu dostałam też informację, że nawet przy takich trudnościach, jestem w stanie wytworzyć wibrację w swoim ciele na tyle mocną, żeby samą siebie uzdrowić.

Mnóstwo niesamowitych informacji, głębokie przeżycia… Jestem wdzięczna, że nie odpuściłam, że zdecydowałam się pójść mimo braku głosu. A to dopiero początek. Prawdziwa praca zacznie się jutro i potrwa dwa dni…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: